sensowność pytania zależna od okoliczności
Jeśli chcesz zadać to pytanie, pytaj wtedy, gdy naprawdę jest źle.
Nie wtedy, gdy świat jest piękny i się śmieje, gdy dziękuję, wszyscy zdrowi i nie nie, droga pani, ta euforia to nie to choroba psychiczna, nie leki, ani zmiana dilera. Nie wtedy, gdy można zastosować inhalacje intymności, gdy bliskość, może płatek miłości, gdzieś tam bluszczyk troskliwości, a jednocześnie odkrywam głębokie pokłady wolności, mam poczucie celu i sensowności. Nie wtedy, gdy mi zwyczajnie i dobrze w codzienności, już nie mówiąc o erupcjach niezwykłości.
Nie pytaj też wtedy, gdy pojawiają się powierzchowne problemy, krótkie irytacje, zwyczajne zmartwienia i przeszkody do przeskoczenia. One jak zawsze są dla urozmaicenia lub wywołania chwilowego znużenia.
Pytaj, gdy zaczyna pruć się osnowa rzeczywistości. Gdy tracę grunt pod stopami i zawisam w nicości. Gdy w tej pustce nie mogę przestać się dusić. Gdy świat uderza we mnie mocno, precyzyjnie szarpiąc najdelikatniejsze struny. Gdy wiertło bólu penetruje najgłębsze rejony umysłu. Gdy powracają podstarzałe demony, a dla towarzystwa w okolicy wyrastają cudze tragedie*. Gdy równocześnie pęka wnętrze i zewnętrzna otoczka pozornej stałości. Gdy rozpryskuje się to, co najbliższe i najdroższe. Gdy pojawia się świadomość, że niczego nie można odwrócić. Gdy nieznośna bezsilność sprawia, że przygryzam wargi do krwi i zaciskając pięści, wbijam paznokcie w skórę. Gdy się boję. Gdy się złoszczę. Gdy moje ciało zaczyna drżeć, bo począwszy od rdzenia istnienia gwałtownie zamarzam. Gdy w tym przeraźliwym zimnie obojętnieję i wstrząsa mną fala wstrętu do samej siebie za to tchórzliwe bezczucie. Wreszcie gdy przezwyciężam bezból kompletny, skraplam się i potwornie czuję.
Pytaj mnie.
Dopiero wtedy powiem Ci, jak bardzo kocham życie.
_____________________________
*istny fenomen**. Aż narzuca się obraz Fatum, które wieczorami ślęczy nad ogromnymi, czarnymi mapami i dokładnie zakreśla cyrklem obszar. 'Jutro walniemy nieszczęściem w ten fragment rzeczywistości' - bełkocze i wysuwa koniuszek języka. - 'Taak... - tutaj epicentrum i promieniście okręgi powiązań bezpośrednich. Nałożymy siatkę i tych przypadkowych ludzi powiążemy zgodnie z pierwszym prawem agregacji tragedii.' Prawda, że łatwiej ogarnąć personifikację o chwytnych kończynach i bezdennych oczach od bezkształtnego przypadku?
**prawdopodobnie dający się wyjaśnić większym wyczuleniem w określonym stanie ducha i wrodzoną skłonnością do szukania powiązań. (po racjonalizacji nadal czuję się nieswojo.)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz