mili panowie - ciąg przyczynowo-skutkowy
Pan Listopad dzisiaj się do mnie uśmiechnął. Tak słonecznie, choć troszkę nieśmiało. A w ślad za nim ludzie rozświetlali się na ulicach, kiedy spotykały się nasze spojrzenia - zafalowanie uśmiechu o częstotliwości równej częstotliwości taktowania moich obcasów.
Lubię dni pełne drżących kącików ust i skupionych spojrzeń. Wzrok nie ślizga się wtedy po szklanych powierzchniach i mogę naprawdę dotknąć świata wyleczona z nieuważności tak charakterystycznej dla chwil wypuszczonych z dłoni. Tak, tak - lecz się z bezmyślności nawyków.
Popołudniu absurdalnie zaczął chodzić za mną pantofelek*. Nie Kopciuszka, dość już bajek moja miła Saevitio lubująca się w oksymoronach. Dołączył tuptający pierwotniak pantofelek, co to milszy jest od skurwysynów. **
Pan Tofelek - dla przyjaciół Felek - nie zważając na dygresje, jął dreptać za mną na niezliczonych rzęskach. Radośnie, a jakże - wszak imię zobowiązuje. Idziemy długo asfaltową pustynią - ja rytmicznie stuk stuk, Felek udaje całą kawalkadę, waląc zawzięcie rzęskami w bruk. Docieramy do okrągłej wyspy prawie zatopionej w morzu samochodów i wsiadamy do tramwaju - Felek, żeby się nie zgubić, wskakuje na ramię i rozsiada wygodnie w fałdce czerwonego szalika. Przyznaję, że dopiero w towarzystwie pierwotniaka czuję na sobie spojrzenia szklistych, czarnych oczek wszystkich roztoczy okupujących ściany, szyby i siedzenia. Ignoruję je i skupiam się na ludziach. Już w następnej sekundzie upominam się, że myślenie o florze bakteryjnej współpasażerów jest dość dziwne.
Feliks!
To Pan Tofelek ostrzy sobie cytostom na ulubione pożywienie.
Przesiadając się do autobusu, zastanawiam się, jakim cudem pamiętam po tylu latach szczegóły budowy orzęsków. Felek wykrzywia wodniczkę w szelmowskim uśmiechu.
Stojący nieopodal pan w średnim wieku o przedwcześnie posrebrzonych włosach i inteligentnych, ciepłych oczach przygląda się. Pewnie Felek z ramienia kiwa rzęskami, bo zobaczył na aktówce nieznajomego amebę machającą żywiołowo pseudopodium. Co ja mam z tymi protistatami.
Ciekawe, o czym Pan Srebrzysty myśli. Co do tego, że myśli, nie ma wątpliwości - jest obdarzony tym rodzajem spojrzenia, które wnika głębiej, ale nie wwierca się i nie penetruje nachalnie. Rzadka delikatność. Spogląda przelotnie na czerwone paznokcie, kiedy przed przystankiem na żądanie naciskam przycisk. Wychodzę w ociemniały już wieczór i przez szybę uśmiecham się do Pana. Ciepło, bez podtekstów. Ot - miłego wieczoru. Zupełnie tak jak on.
*absurdalnie - wszak to wodny drapieżnik
**nota bene nazwanie kogoś skurwysynem jest nieporozumieniem - jeśli już
delikwent zasługuje na miano pod względem pejoratywnego wydźwięku, to
znaczy że jego matkę wystarczająco pokarało synem i biedna kobieta nie
zasługuje dodatkowo na obrażanie. Z drugiej strony żal emocjonalnego
ładunku skumulowanego właśnie dzięki niesprawiedliwemu zabiegowi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz