ekspiacja


Nigdy nie mogłam uwierzyć w ideę odkupienia. Nie rozumiałam wyrównywania rachunków, ponieważ organiczny świat nie zna znaku równości. Nie wystarczy zrównoważyć krzywd ulgą niesioną komuś w cierpieniu. One się nie skracają, bo życiu brakuje matematycznej czystości. Dobre i złe czyny mają różne jednostki i nijak nie można ich porównać. Dlatego waga Ozyrysa jest gówno warta i kreska, którą oddziela się dobro od zła, naprawdę nie ma tutaj większego znaczenia.
Ja zresztą nie mówię o dobru i złu. Mówię o krzywdzie i szczęściu zadanemu i danemu innym.
Odkąd pamiętam towarzyszy mi poczucie, że uciekanie od odpowiedzialności za krzywdę poprzez ekspiację jest nieuczciwe. Nie można niczego odkupić - to nie aukcja przewinień ani lombard wyrzutów sumienia. Nie można niczego wynagrodzić i wymazać. Trzeba uczciwie wziąć działanie z wszytkimi jego konsekwencjami. Unieść i nieść. Żadnych czynności zastępczych. Żadnego zajmowania rąk.
Po prostu długo patrzymy sobie prosto w oczy. Wina i ja. Cierpienie i ja.

Czasami

robi

się

ciężko

.

Bo nie mam prawa krzywdzić. Nigdy nie miałam. Nigdy go sobie nie dałam.
Dlatego skrupulatnie zbieram każdy kamyczek.
Patrz.
Nie odwracaj wzroku.
Nie licz na ludzi, którzy niosą pocieszenie.
To nieuczciwe. Nie godzi się wobec czynu. Nie godzi się, jeśli byłeś niegodziwy.

Chyba dlatego nie potrafię sobie wybaczać.

____________________________________

Taki sposób myślenia wcale nie oznacza, że niczego nie warto robić w obliczu tragedii, również/zwłaszcza takiej, w której miało się swój udział. Po prostu pokuta nie niesie ulgi temu, kto zawinił i nie jest formą oczyszczania się z moralnego dyskomfortu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz