sałeowy i światowy kryzys myśli
Coraz mniej myśli, coraz więcej przeżyć, ponieważ wstrętny jest mi brak polotu i oryginalności. (A sądziłam, że z tego wyrosłam).
Coraz mniej treści, coraz więcej form, widocznie niewstrętne jest mi sztuczne spiętrzanie słów. (Nie przypuszczałam, że to kiedykolwiek nastąpi).
Coraz mniej refleksji, coraz więcej dygresji, chociaż wstrętny jest mi brak spójności przekazu, to równie wstrętna jest mi koherencja myśli. (Nie dziwi umiłowanie sprzeczności).
Ta notka będzie składała się z samych przypisów.
Oto morze pływających gwiazdek.
Via Lactea
*
* *
* * *
* *
*
*
Kiedyś potrafiłam cieszyć się z odkrycia – nawet z wyjaśnienia tego, co już wyjaśnione. Jak mała Molly Mahoney grająca drugi koncert Rachmaninowa.
- You remember when I was a little girl, and I could play Rachmaninoff's 2nd Piano Concerto and everyone was talking about my potential? Well, I am 23 now, and everyone's still talking about my potential, but if you ask me to play the song I know best... I'll still play Rachmaninoff's 2nd.
- May I suggest you stun the world with Molly Mahoney's First?
- I want to. But I am stuck.****
Już mnie nie cieszy wtórne odkrycie. Już mnie nie motywuje. Za mało dopaminy.
Jestem za stara i powinnam mieć ten przygotowawczy, dziecięcy okres za sobą.
Teraz jest mój czas. Czas tworzenia. Nie odtwarzania. Nie przetwarzania. Czas rozbuchanej kreatywności.
Tymczasem..
..utknęłam.
**
Znam ludzi skończonych, dopracowanych w najmniejszych szczegółach. Błyszczą w towarzystwie gładką powierzchnią swojego ustalenia. Płyną przez życie harmonijni, czysto brzmiący, zawsze w gamie. Pod wpływem burz i wstrząsów nawet rozstrajają się w sposób poukładany i uprzednio przewidziany.
Spotykałam osoby z metodyką działań bardzo poprawną i skuteczną. Czasami bardzo rozbudowaną, ale przewidywalną, a przede wszystkim ograniczoną. Ich bolączką jest bliskość doskonałości. Opracowanie zadowalających sposobów wyklucza dalszy rozwój.
***
A może tylko łudzę się, że ustalenie jako skostnienie hamuje. Przecież dla mnie też już nie ma powrotu z wielu dróg. Wachlarz możliwości się zawęża, co jednak nie przeszkadza mi w dryfowaniu. Mimo określonych i wydeptanych ścieżek, wciąż mam ochotę gdzieś skręcać, zbaczać, szukać. Nawet w tym co codzienne, oswojone i złudnie poznane. Głębiej drążyć, zaprzeczać przekornie.
Niestety, kiedy zaczynam kluczyć, może ogarnąć mnie poczucie bezzasadności tego wszystkiego.
Niemoc pleni się z taką łatwością. Mięciutka plecha pokrywa wszystkie obszary myśli.
**
Niemoc jest chorobą czasów. Naszych. Wcześniejszych. Od wieków końce świata przewalają się z głuchym hukiem rozczarowania po ich nienastąpieniu. Od wieków upadamy obyczajowo i mentalnie - kamienne giganty na glinianych nogach idei, które przychodzą i odchodzą. A później na przesypujących się kamyczkach budujemy dalej. Budowle na chwiejnych fundamentach efektowniej się rozpadają, ścieląc grunt dla przyszłych pokoleń.
To jest spojrzenie monumentalne, sterylne jak skała.
Jest też opis wywołujący metafizyczne torsje. Houellebecq czy Jelinek doprowadzają mnie do duchowej niestrawności, jakbym wchłonęła cały smród i zgniliznę toczącej świat zachodni bezcelowości.
Nie da się ukryć słabości współczesności. A to będzie fatalne w skutkach.*****
*
Dość powszechna jest opinia, że decydowanie się na humanistyczne kierunki studiów jest nieprzyszłościowe. To akurat spojrzenie krótkowzroczne. Wielkim problemem przyszłości okaże się prawdopodobnie bezczynność. Przy postępującej digitalizacji i robotyzacji czynnik ludzki będzie tracił stopniowo na znaczeniu również w sferze usług. Jasne, że pozostaje kwestia obsługi, kontroli, serwisowania, udoskonalania, tworzenia etc. etc. - liczba stanowisk ograniczona w dziedzinach technicznych i ścisłych. A pozostali?
Nigdy nie mieliśmy tyle czasu dla siebie, a będziemy mieć go więcej.
Że niby trudno wyczuć ten nadmiar?
Pędzimy wbici w schematy, byle nie zorientować się, że większość machin starzeje się i rozpada, a część działań staje się zbędna. Zachód nie potrafi żyć bez pracy. Bez celu. Jesteśmy zbyt liniowi, dlatego potrzebujemy kierunku i wytycznych.
Rozmamłana bezideowość nie udźwignie tego ciężaru.
Tak sobie myślę, że potrzebujemy przyszłościowo pisarzy, poetów, artystów, twórców kultury i piękna.
Tymczasem coraz częściej mam w rękach konające ambicje zgnuśniałych umysłów, których wytwory wzbudzają coraz mniejszy zachwyt. Z drugiej strony może jest trudno, ale nie tragicznie. Ciągle odkrywam w kinie, literaturze, muzyce - piękno. To czego potrzebuję.To czego potrzebuje świat.
___________________________________________
****Mr. Magorium's Wonder Emporium, reż. Zach Helm
*****Nie czuję się na siłach, by oceniać kondycję współczesnego świata.
Kryzys miał być li tylko sałeowy. Światowość wlazła sama nieproszona.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz