nie? bo co

Niebo pęka. Szczelina rozdzierająca nieboskłon przypomina usta.

Kolejny ranek z rzędu po otwarciu oczu widzę różowo-pomarańczowe skrzela chmurek na chłodnym błękicie. Atmosfera oddycha spokojnie, otulając planetę kokonem gazów. Niezmiennie płyniemy w kosmicznej przestrzeni, więc zanurzam się jeszcze na chwilę w lekkim śnie.
Drugie przebudzenie jest pochmurne.
Wchodzę w dzień i wtedy niebo pęka.
Milknę, licząc na to, że ma coś ważnego do powiedzenia, ale ono tylko łapie oddech jak ryba wyjęta z wody.
Wiem.
Panikuje, bo nie mogę go stworzyć.
Nie potrafię pomyśleć nieba lepszego od piekła. Nawet na jakiś rozsądny czas - powiedzmy pół ludzkiego życia - nie wspominając o wieczności. Nigdy nie mogłam wyobrazić sobie szczęścia rozciągniętego w uśmiechu od nieskończoności do nieskończoności.
Nigdy - szczęścia, raju, wieczności.
Niebo ma dziś oczy zamglone błękitem paryskim. Patrzy na mnie smutno i rozdziera kąciki ust jeszcze trochę - w uśmiechu.

.nie krzywym. nie drwiącym. nie kpiącym.
.współczującym.
Pewnie dlatego tak bardzo mnie dziś boli ta rozpadlina.

0 komentarze:

Prześlij komentarz