uprzejmie informuję
"Może dziś sen łaskawie dokuśtyka. A nuż jakiś autor się nad tobą zlitował i wpisał to w fabułę."
Napisano: 'uważajcie, czego sobie życzycie'. Dopisano: 'z uwagi na złośliwość autorów.'
Ziarenko bólu przez dwa tygodnie podlewane zmęczeniem i nieustabilizowaną emocjonalnością wystrzeliłlo, objawiając światu aspiracje bycia silnym, wielkim i na dodatek świadomym dębem. Świat się nie przejął, ja natomiast bardzo, ponieważ do eksplozji doszło w mojej głowie. Wściekła bestia tłukła przez dziesięć godzin w ściany czaszki, coraz bardziej zniecierpliwiona skromnymi rozmiarami ludzkiego mózgu.
Może trwałoby to krócej, gdybym się nie uparła, że zostanę jeszcze na 8 wykładach. Krótkich przecież. Planowo ledwie po pół godziny każdy, więc w praktyce po 45-60 minut, jako że na dyskusję panelową zaproszono samych Polaków. Właściwie było warto, bo na trzech z nich moja świadomość została zaabsorbowana do tego stopnia, że neurony nie miały czasu informować o bólu i nawet oczy mniej łzawiły.
A o godzinie 19, tuż po przekroczeniu progu domu organizm powiedział dość. Zdjęłam płaszcz i buty, padłam na kanapę i zasnęłam. Pojedynczy przebłysk przypomniał jeszcze przed wyłączeniem świadomości o konieczności zmycia makijażu i jakimś prysznicu. Nawet podniosłam głowę, ale wtedy tak łupnęło i pociemniało przed oczami, że na czysto emocjonalnych obwodach przemknęły impulsy, które można przetłumaczyć na język bardziej wysublimowany jako: "kurwa" oraz "pierdolę".
Obudziłam się po ponad 15 godzinach, wciśnięta między gigantyczne poduszki zajmujące połowę dostępnej przestrzeni.
Może ilość snu nie robi wrażenia, ale dla mnie w normalnych warunkach jest ona zabójcza, na szczęście raczej nieosiągalna.
A piszę to wszystko tutaj i do siebie w celu przekazania jednego komunikatu:
Jeśli jeszcze raz dasz się wmanewrować w taki maraton, to zobaczysz co znaczy rozdwojenie jaźni i opór stawiany przez alternatywną osobowość.
Rzekłam.
12:43
(starzeję się, ot co)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz