tańczące cienie


Zgasnąć i co? Zachodzić cieniem a później zostawiać smolisty ślad na wspomnieniu śniegu? Nie może być.
Uruchomił się dobrze znany tryb pracy reaktora jądrowego. W kompletnym chaosie i zabieganiu od dwóch dni pisałam w swojej głowie, ale nie miałam czasu przelewać nakręconego bełkotu przez opuszki palców. Teraz nie ma już sensu odtwarzać.
Najważniejsze, że mam stosik atomowy wprowadzający w stan hiperpobudzenia i niepoprawnej radości. 
Wprawdzie gdzieś tam w środku mnie zostało błotniste bajorko. Znalazło nawet odbicie na zewnątrz, odkąd pogoda konformistycznie dostosowała się do wewnętrznego klimatu. Tylko jakoś nie potrafię się tym martwić.
Rozwiesiłam liany nad bagnem, przystroiłam spróchniałym drewnem, żeby świeciło w nocy, rozrzuciłam gdzie popadnie błędne ogniki. 
Pięknie jest.
Tańczą cienie! Tańczą cienie!

0 komentarze:

Prześlij komentarz