t r z e s z c z ę


Nie przyswajam słów. Nie wchłaniam dźwięków. Nie rejestruję obrazów. Nie potrafię rozmawiać. Nie chcę być z ludźmi. Nie pozwalam na dotyk.
Uwiera mnie krzesło. Przeszkadza chodnik. Odstręcza łóżko. Odpycha wnętrze samochodu. Męczą światła. Mierżą ulice. Brzydzą ciemności. Zgniatają knajpy. Dręczą sklepy. Morzą parki. Krępują kina i absolutnie wszystkie miejsca użyteczności. Nie mogę niczego przełknąć.
Nie umiem zasnąć.

Kładę się płasko na twardej podłodze i czuję, jak włókna ubrań drażnią skórę. Zdarłabym je natychmiast, ale każdy gwałtowny ruch jest wyzwaniem ponad moje możliwości. Poza tym skóra zaraz zaczęłaby miażdżyć wnętrzności.
Leżę więc dalej, na brzuchu z czołem przyciśniętym do grzbietu zimnej dłoni.
Bezmyśleć próbuję, bo myśli napawają mnie obrzydzeniem, ale nie tak łatwo wygrać z przyzwyczajeniem. Żeby zagłuszyć szum ścieków spływających korytarzami świadomości, wsłuchuję się w siebie.

Narasta dźwięk.

Trzeszczę.

Na stykach wszystkich kości.

Szeleszczą

warstwy tkanek
a głębiej
błony lipidowe komórek o wątpliwej użyteczności.

Widzę.

Jestem talią kart, z której wysuwają się blotki. Po chwili okazuje się, że nie zostaje żadna o przyzwoitej wartości.

Drżącymi rękami usiłuję ułożyć rozsypane składniki. Jednocześnie myślę, jakim cudem dawałam się zwieść złudzeniu całości?

Zbieram się z podłogi.

Ręce. Nogi. Głowa. Tułów.
Ciało stoi.
Na jasnym drewnie rozlewa się iryzująca jak benzyna plama umysłu.
Dłonie sięgają po pudełko zapałek. Wyjmują jedną i pocierają o draskę.
Oczy obserwują opadający płomień.
Barwna plama zajmuje się ogniem.
Powieki zaciskają się, ale zamiast oczekiwanej ciemności

ogień
               ogień
                              ogień

0 komentarze:

Prześlij komentarz