przypis do życia


Dzień wyrósł u stóp, jak nieunikniona, ponura konsekwencja nieogarnionej liczby zdarzeń. Pomyśleć, że wszystko zaczęło się, prawdopodobnie, od Wielkiego Wybuchu. A później było już tylko gorzej.*
Poranek wykorzystał dogodną pozycję startową, chwycił za kostki i uśmiechnął się tym uwodzicielsko-drwiącym uśmiechem seryjnych morderców. Nie pozostaje nic innego, jak kopnąć drania w mordę i zająć się sobą.
Ale zaraz, zaraz.. Tak od razu w mordę z samego rana? Zanim człowiek włoży odpowiednie buty?
Coś tu jest bardzo nie w porządku.****
(Bohater przezornie bierze prysznic, skoro wątpliwość została zasiana (por. ****))
- Na pewno nie ma tu żadnych bohaterów.
(Zarówno w fabule jak i poza nią zapada niezręczna cisza.)
Przepraszam, ale jako autor, jestem tu nie tylko od narracji. Dialogi również piszę.
- Ta.. no właśnie widzę. Narracja jest o dupę roztrzaść. Przypisy lepsze, ale nierówne. A przed dialogami brońcie nas bogowie. Niestety wszystko parszywieje, więc zadowolimy się cenzurą.
Nie skomentuję.
- "Stwierdził autor, zaciskając usta." Nie rób tak więcej, bo wyglądasz jak guwernantka na pensji dla panien z dobrego domu kontemplująca obraz 'Srający kot na pustyni'.
Odchodzę. Dalej piszesz siebie sama! Nie życzę sobie, żeby mnie własny wytwór pouczał.
- Nie zostawisz chyba niewolnika bez kajdan. Dzyń, dzyń - wyciągnęła żałośnie ręce, podzwaniając łańcuchami - To trochę dezorientujące, wiesz? Miało cię nie być, a dalej opowiadasz. I nie ma się o co obrażać. Obraz kota jest metaforą życia - każdy ma swoją kuwetę, kupkę gówna i złudzenie, że to znaczy coś więcej. Hm.. Mówisz, że kiepska interpretacja? Ale ma potencjał!
To miała być krótka notka o gniewie.
- Obawiam się, że nic z tego nie wyszło. Na szczęście. Czemu się tak wściekle przyglądasz. Kurze łapki robią się od mrużenia oczu.
Powiem ci co wyszło... Bohater z ustalonych ram fabuły wyszedł! I srający kot!
- Oj, to biedna guwernantka i perski dywan. A przede wszystkim biedny urzeczywistniony, opluty kot. Spójrz prawdzie w oczy: kogo obchodzi gniew i przegryzanie gardła? Na to ostatnie niby miałaś kilka dobrych pomysłów, ale dzisiaj ludzie wolą obejrzeć film Tarantino. Chcą wyobrażeń podanych na tacy, mięsiście ociekających i pachnących równie podejrzanie co perski dywan.
Koniec. Idę spać, a Ty zostajesz tutaj.
- Furia już śpi? Wykorzystaj okazję. Może dziś sen łaskawie dokuśtyka. A nuż jakiś autor się nad tobą zlitował i wpisał to w fabułę.

*Zauważył ktoś, jak maleńkie "prawdopodobnie" rozwala narrację? Człowiek zaczyna pisać, czuje wszechwiedzę rozlewającą się
przyjemnie w opuszkach palców aż tu nagle - ! - prawdo-podobnie.
Ersatz znaczy. Można niby pominąć, ale powiedzmy, że dysk twardy z zapisanym tekstem przetrwa jakieś 3000 lat i stanie się jednym z nielicznych śladów życia starożytnych.** Wtedy będzie wstyd, że się wierzyło w szemrane teorie - różniące się od obecnie obowiązujących szemranych teorii. W ten sposób "prawdopodobnie "staje się absolutnie konieczne. Mało - za przeproszeniem - prawdopodobny rozwój wydarzeń? A gdyby w wyniku końca świata, np. tego za trzy lata lub dowolnego innego, szlag trafił prawie calusieńkią Ziemię? Wtedy zgodnie z wszystkimi prawami wszystkich wszechświatów nieszczęścia zaczną się agregować i biegać stadami. A ja sobie myślę,
że takie małe stadko nie przegalopowałoby obojętnie obok gratki, jaką jest mój dysk twardy. A ten, przygarnięty i zagubiony po drodze, otworzyłby się po kilku tysiącleciach i zdradził tajemnice sympatycznemu archeologowi, którego opis pozwolę sobie pominąć (a nuż poczucie humoru zagubi się gdzieś w czasie końców świata. Koniec świata, nie?).
**Straszna sprawa z tą archeologią przyszłości, gdy sobie człowiek uświadomi, że dziś prawie każdy jest piśmienny! Jeśli zachowają się wyłącznie teksty źródłowe, a słowniki przepadną (por. *), to wątpię by ktokolwiek potrafił odtworzyć zasady ortografii czy poprawnej polszczyzny. "Tó pisze poszłem" - patrz Zdzisław***! Moje pierwsze zdanie w tym dziwnym języku!
***Zdzisław to oczywiście metonimia. (a teraz wracamy grzecznie do trzeciej linijki tekstu)
****Przezornie nie użyto "coś tu śmierdzi". Gdy bohater przebywa w pomieszczeniu sam, owo stwierdzenie, zważywszy na ograniczoną liczbę możliwości, stawia go w dość niezręcznej sytuacji wobec dociekliwego czytelnika.

(~)blog. pl kiedyś pytał, jakie dodatkowe opcje by mnie ukontentowały. Dochodzę do wniosku, że rozbudowany moduł zarządzania przypisami byłby strzałem w dziesiątkę.(~~)
(~~)Albowiem wszystko, co mówię jest dygresją.

0 komentarze:

Prześlij komentarz