stwarzanie
Trzeba być sobą!
Wiara w to hasło wydaje się zupełnie naturalna, gdy ma się lat naście. Dorastanie jest jednym z najbardziej egocentrycznych okresów życia. Stanowi drugą fazę dzieciństwa.
W pierwszej oczekuje się, że świat zaspokoi wszystkie potrzeby. Musi być ciepło, miło, syto, a jeśli coś nie działa, należy krzyczeć. Prosty mechanizm będący oczywistą konsekwencją wyprostowanej postawy ciała u ludzi.
Poprzez etapy pośrednie wchodzi się w w fazę drugą - już nie tak fizjologiczną. Ta jest efektem nienajgorzej zorganizowanego mózgu u hominidów. Ego nadal pozostaje w centrum uwagi, ale zainteresowanie przesuwa się w stronę światopoglądowo-poznawczo-..-teleologiczną.
A jako że w naszych czasach i w naszej przestrzeni nacisk kładzie się na jednostkę, to chwytliwe hasło "bycia sobą" można rozpatrywać w oderwaniu od lub - co łatwiejsze - w opozycji do warunków zewnętrznych i społeczeństwa.
Pomijam kwestię gotowych wzorców "siebie", z których można korzystać. Internalizujemy od tak wczesnych lat, że każdy jest ściągnięty z mniej lub bardziej szemranych źródeł.
W pewnym momencie życia wszyscy dysponujemy swoją własną, społeczno-genetyczną mieszanką ja. Pięknie. Tylko czy to już jest na pewno owo "sobą", z którym trzeba żyć w zgodzie? Kwestia jest poważna, bo takie ego warunkuje - zgodnie z przewodnim hasłem - całe bycie.
Ludzie w moim otoczeniu często robią coś i jakby na usprawiedliwie dorzucają - jestem sobą. Nie robię, dlatego że jestem, a jestem dlatego, że robię. Sprzeczność? Widać jestem sprzeczny. Świństwo? Nie, nie jestem świnią - jestem jaki jestem i tak po prostu wyszło. Przecież nie przyjmę jakiegoś wzorca postępowania, to mnie ograniczy. A ja chcę być sobą. Wolnym.
Nie wystarczy odkryć siebie, trzeba jeszcze siebie tworzyć.
/Ale jak to? Wymyślać, dopasowywać się do sztucznych ról, pozowanie, nakładanie nieprawdziwych masek./
Maski, czyli po prostu formy wyrazu są nieuniknione w każdej sytuacji. Nie są fałszywe z założenia. Nie mówię o udawaniu, czyli o zewnętrznym przejawie, który nie ma poparcia we wnętrzu. Mam na myśli czynne kształtowanie siebie - rzeźbienie w biologiczno-społecznej bryle. W ramach wrodzonych i nabytych cech.
Tak naprawdę dopiero akt świadomej kreacji może nadać indywidualny rys istnieniu. Nie ma to żadnego związku z zaprzeczaniem swojej naturze, bo ta poprzez wyczuwalne dysosnanse daje znać, gdy dłuto trafi w nieodpowiedni punkt. Pozostawanie w fazie bryły jest rodzajem niewolnictwa - zniewolenia siebie sobą.
Dopiero, gdy stworzy się właściwy byt, można właściwie istnieć. W pełnej zgodzie z sobą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz