śpię.
Śpię na jawie. Śpię w snach. Nie budzę się. Nie zasypiam.
Prawie nie śnię, nawet wtedy gdy umysł trawi tysiące obrazków. Przecież to nie sny tylko jakieś nieobejrzane seriale lęków i niespełnionych codzienności. Spięcia na obwodzie kalekiej umysłowości. Dlatego ich nie zapamiętuję. Tak na jawie jak i we śnie.
Logika wypasa się na stalowoszarych łąkach. Nie potrzebuję tej suki, zarżnęła mi cichaczem poczucie humoru, które teraz wegetuje jako zombie. Dlatego czarny humor jeszcze się mnie trzyma.
Mówię Wam, że wcale nie jestem inteligentna i nie chcecie wierzyć. To oczywiste, nie możecie się ze mną zgodzić, bo sami wyszlibyście na głupców. Wolicie wyjasniać chwilową słabością lub zasłoną dymną kurtuazji.
Tym, którzy podejrzewają od dawna, jaka jest prawda, przezornie nie mówię, bo przecież samą siebie też kiedyś przekonałam, że nie jest najgorzej, jak na kupę nadgniłego mięsa.
Tymczasem prawda jest taka, że u zarania istnienia opanowałam sztukę sprawiania wrażenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz