zeszłonoworoczny sne
Budzę się z zeszłego roku.
Najpierw czuję znamiona zmęczenia rozpuszczone pod powiekami i we włóknach mięśniowych. Powoli otwieram oczy, snuję się cieniście, półprzeźroczyście i stopniowo ścieram fragmenty ostatnich dni. Wciąż jeszcze żarzą się pozostałości płomieni pełni i intensywności, ale lepiej niech zostaną tylko w umyśle. Wytrząsam więc serpentyny z włosów, wygaszam iskierki fajerwerków na koniuszkach rzęs, rozbieram się z dotyków, wyłuskuję szepty i śmiechy z wszystkich dolinek małżowin usznych, przepłukuję usta, by usunąć posmak dyskusji, z synaps delikatnie odklejam wibrujące wspomnienia muzyki, ścieram z siatkówki ostatnie obrazy mglistych zmierzchów i nocy, błotnistych i wreszcie śnieżnych gór. Wkładam to wszystko do chaotycznie rozmieszczonych kasetek wspomnień i z nową siłą wchodzę w ciągłość bycia.
Wszystko wskazuje na to, że tym razem pięciodniowe rozmycie granicy nie zawiesi całego roku w próżni. Nie skaże mnie na dryfowanie w męczącej dziwności, którą pamięć już ładnie wyretuszowała. Szybkimi ruchami dłoni wygładziła fałdki niezadowolenia i zagięcia słabości.
Nie było źle. Nie było dobrze. Było inaczej.
A teraz.. teraz rośnie moc.
Czuję.
Zamykam oczy i słucham rzeczywistości. Jestem z nią tak zgrana, że nie muszę słyszeć samej siebie. Dostrajam się na innych poziomach. Zanurzona w muzyce tańczę jak szalona. Śmiech ustala nowy rytm.
Do you wanna dance?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz