gęstwina


Najgorsze są liany. Pnącza domysłów i niedomyśleń.
Gdy skojarzeniem jesteś w stanie powiązać wszystko ze wszystkim, gdy
dla dowolnych dwóch punktów stwarzasz sensowny ciąg
przyczynowo-skutkowy.. to największe oczywistości zaczynają wyglądać
podejrzanie.
Tak trafia się do przeklętej gęstwiny.
Przedzieram się przez nią i badam wytrwale, bo życie wymaga
interpretacji. Na potrzeby życia wybieram. Pod palcami przesuwa się
szybko przędza prawdopodobieństwa, a ja dotykiem - bo dotyk jest
poddanym intuicji - ustalam chwilową odpowiedź. Okraszam czasami
dodatkową analizą, ale momenty zbyt szybko się wymykają, by
racjonalność w takiej formie mogła nadążyć.
Czasami mam ochotę wyjść z gąszczu tych wszystkich możliwości.
Odetchnąć przestrzenią. Opuszczam wtedy lasy - zostawiam drzewa i idę w
stronę morza.

Odnajduję w końcu!
Ale co? Wieczność..?

Roślinność podchodzi pod sam brzeg i klęka. Na kolanach brnie coraz
dalej, coraz głębiej. Nie widać końca plątaniny. Nawet tutaj
namorzyny...
Ale ja też mogę
dalej, głębiej, mocniej
w stronę wieczności.

____________
Dla jasności,
choć pewnie zaciemnię obraz całości,
intuicją na swoje potrzeby nazywam mieszankę instynktu i wypadkowej
doświadczeń, zdarzeń, informacji, ale nie wynikającej ze świadomej,
racjonalnej analizy. Właściwa analiza następuje post hoc.
Dla jasności,
choć pewnie jeszcze bardziej zaciemnię obraz całości,
kiedy mówię drzewo - myślę przeszłość, teraźniejszość, przyszłość,
myślę drzewo (wierzba, dąb, akacja, wybierz własne ulubione), myślę
neuron, myślę etapy życia, myślę człowiek ....
kiedy mówię las - myślę - (zsumuj powyższe w ramach kategorii) (i domyśl synergię być może)
bo drzewo to !!!! dobry model.

Dla jasności,
żeby choć na koniec rozjaśnić z czyjąś pomocą obraz całości,
Rimbaud, który wyplątał się z pamięci dopiero przy ostatnich zdaniach.
(Nie mylić pokropkowego zaczerpnięcia oddechu z inspiracją)





Odnaleziono w końcu!

Ale co? Wieczność! Ona

Jest morzem, co się łączy

        Ze słońcem.



Dusza ma wiecznotrwała

Spełnia twoje życzenie,

Choć noc osamotniała,

A dzień trawią płomienie.



Pożegnałeś się zatem

Z wyrokującym światem,

Stadnych odczuć potrzebą!

Wzlatujesz w niebo...



- Nigdy więcej orietur.

Żadnego urojenia.

Nauka i czekanie

Mąk nie do uniknienia.



Nigdy jutra, płomieni

Atłasu, co się mieni,

        Twoja żarliwość

        To jedyne prawo.



Odnaleziono w końcu!

- Ale co? - Wieczność! Ona

Jest morzem, co się łączy

        Ze słońcem.

0 komentarze:

Prześlij komentarz