mięso i kości zostały rzucone


Najbardziej lubię te myśli, które trwają ułamki sekund, a ja czuję je całą sobą.
Problem zaczyna się, gdy próbuję je utrwalić w słowach. Całość przypomina mozolne rozplątywanie kłębka wyjątkowo niesfornej włóczki, i w efekcie ubieram króciuteńką chwilę w zdecydowanie zbyt długobrzmiące, brzęczące metaliczną sterylnością słowa.
A najlepiej byłoby po prostu odrąbać starannie mięso od kości i to jeszcze potrafię zrobić, tylko nie mogę zdecydować, którą część rzucić, a którą wyrzucić.
W związku z tym kładę na blacie obie - każdy wybierze coś dla siebie.
Niecierpliwym polecam wyssanie esencji ze szpiku.
A dla masochistów dokładam kilka bezużytecznych resztek.


Słowo wyjaśnienia od tasaka(1)
Pewne informacje człowiek po prostu posiada. Przyjmuje na przykład, że istnieje siła grawitacji, ale nie zastanawia się nad jej wpływem, robiąc kolejny krok. Tylko w szczególnych sytuacjach, kiedy dajmy na to, spada z jabłoni, wiedza o oddziaływaniach grawitacyjnych może wypłynąć* z pamięci i zalać świadomość. Wprawdzie chwilę później sama świadomość się zleje, ewentualnie myśl zostanie wyparta przez ból, ale całe zdarzenie daje szansę na poczucie wiedzy całym sobą.
Innymi słowy, jak spostrzegł starożytny myśliciel Ling Me, "są rzeczy tak oczywiste, że człowiek ich nie zauważa"(2) aż do chwili, w której życie nie dopisze do nich kilku wykrzykników.

*z prawdopodobieństwem, rzekłbym, nienachalnym

Mięso
Kiedy na porannym mrozie mózg uznał bez konsultacji ze mną, że palce u nóg wcale nie są krytycznym narządem i właściwie można się ich pozbyć, odcinając krążenie, stwierdziłam, że najwyższy czas oderwać się od świata pełnego odmrożeń. Zaczęłam rozważać możliwość modyfikacji rzeczywistości li tylko przy pomocy myśli. Kuriozum, podsumowałam.
I dokładnie w tamtej chwili mnie uderzyło!

Kość
Nagle!
Impuls wstrząsa całym ciałem.
Te wszystkie samochody, ludzie, zaspy, śnieg irytująco padający na ekran telefonu... Wszystko bez celu i bez przyczyny. Nikt nie wie, po co tu jesteśmy. Nikt nie zna tajemnicy istnienia Wszechświata. Wiemy tyle, co ludzie od zarania, a może nawet mniej, a jednak istniejemy. ...jak my możemy żyć?
No tak - właśnie dlatego, że skupiamy się na "jak?" i na "teraz".
Tylko że to wyjaśnienie jest absurdalne wobec absurdalności życia w świecie, o którym nikt nie wie, po co on ani dlaczego istnieje. Nauka jest tak absurdalna, żałośnie dopasowana do naszych możliwości zrozumienia mechanizmów działania. Wiedza jest tak absurdalna, ma tylko wypełniać i zajmować czymś myśli.
Samochody i ludzie na ulicach są tak absurdalni, gdy przemieszczają się dalej jak trybiki w zegarach. I śnieg. Tak cholernie absurdalny, a jednak topniejące płatki na ekranie mnie irytują! Moja irytacja jest tak absurdalna!

Szpik kostny
Nie pojmuję, jak istoty ludzkie mogą żyć od dziesiątek tysięcy lat, nie poznawszy odpowiedzi na najbardziej kluczowe pytania, o cel i przyczynę istnienia świata. (3)

Chrząstki
Zaczęłam się śmiać na tamtej ulicy. Z bezsilności i absurdalności. Powszechna oznaka szaleństwa. Przecież śmiech jest dialogiczny. Człowiek nie powinien być samowystarczalny w tej materii. Ergo zalęgło się we mnie nadprogramowe życie. Sublokator w głowie.
/Phi, też mi odkrycie/.

Ścięgna
Nie żebym tego wszystkiego wcześniej nie wiedziała. Od dawien dawna posiadałam te informacje w każdej chwili swojego istnienia. Przetwarzałam je, tyle że abstrakcyjnie. O beznadziejności istnienia myślałam tak jak o sinusach czy tensorach. Beznamiętnie. Sinus mną wstrząsa dopiero wtedy, gdy pomyślę o bacie, zwłaszcza takim zakończonym ostrym, metalowym haczykiem, który może wbić się w ciało. A później ręka trzymająca drugi koniec porusza się w górę i w dół, fala biegnie w zwolnionym tempie...
Tak mniej więcej dziś trzasnęła mnie abstrakcja.

Mięso
A później lekko skończyłam urwaną myśl.
Przecież nic nie wiem o świecie, więc mogę myśleć, co chcę. Jakbym się nigdy niczego nie nauczyła. Nie ma błędnych myśli (na zasadzie niezgodności z tym, co nauczone; w szerszym sensie są, ale najpierw trzeba je pomyśleć, żeby odrzucić). Nie ma takiej
irracjonalności, która a priori byłaby nieuzasadniona, jeśli odniesie się ją do prawdy. A prawda jest taka, że wiesz NIC.(4)

_________________________
(1) Autor pragnie serdecznie podziękować za opatrzenie wstępem tak poranionego i krwawiącego tekstu.
(2) Czuję nieodpartą potrzebę mówienia rzeczy oczywistych. Gdybym potrafiła się oprzeć, musiałabym milczeć, co równałoby się wkroczeniu na drogę mądrości, ale jestem tylko kobietą, puchem marnym etc. Ulegam więc konieczności, lecz towarzyszy temu wstyd i zażenowanie. Dlatego też stwarzam myślicieli lub fikcyjne postaci i "cytuję". W cytatach jest coś autorytatywnego, a cudzysłów i obco brzmiące nazwisko sztucznie nobilituje. Truizm od razu awansuje do rangi mądrości życiowej i nikogo nie obchodzi, że jest to awans iluzoryczny. Przecież i tak większość mądrości życiowych  to oczywistości.
Dlatego też największy chłam będzie pojawiał się na blogu w cudzysłowie, żeby jakoś zatuszować rumieńce.
'Cytaty właściwe' i tak od jakiegoś czasu piszę kursywą.
(Zdradziłam teraz jeden ze swoich sekretów. Jeśli się rozniesie pozbawię się wielkiej frajdy).

(3) Pojmuję, w sensie widzę wytłumaczenie, ale nie pojmuję, jak można je uznać za wystarczające.

(4) Gwoli ścisłości. Nie dzielę się tutaj myślą. Dzielę się emocją.

0 komentarze:

Prześlij komentarz