wszechświat ma naturę kabaretek
W tym roku stałam się ostatecznie personifikacją fatum.
Świetnie się bawię.
Przyciągam do siebie niewyobrażalne pokłady nieszczęścia i równomienie obdzielam nimi otoczenie. Sprawiedliwie - każdemu według potrzeb.
Oczywiście demonstracyjnie mnie również przydarza się w ilości nadprogramowej to, co zwykły śmiertelnik nazywa pechem, a ja miłym urozmaiceniem egzystencji. Zwłaszcza wtedy, gdy udaje się osiągnąć stan skrajnego wyostrzenia niefartu. Charakteryzuje się on swoistym antylśnieniem - przyciąga uwagę niczym lokalna czarna dziurka, choć prawdę mówiąc, przesadą byłoby nazwanie go nawet czarnym oczkiem. Mimo skromnych rozmiarów wysysa z rzeczywistości niewielkie ilości przekonania o zbalansowanej ciągłości istnienia. W ludzkich umysłach zaczyna mrugać jak ostrzegawcza diodka myśl, że życie, zupełnie tak jak Wszechświat, ma jednak strukturę zbliżoną do kabaretek. Po takim spostrzeżeniu człowiek nieodpowiedzialny ma ochotę wyskoczyć z narzuconej dwukierunkowości i domaga się większej liczby stopni swobody myśli.
Dlaczego jest to zachowanie skrajnie nieodpowiedzialne?
Otóż koralik ma naturę koralika, zgodnie z którą powinien być nanizany na sznureczek. Egzystencja koralika jest trójdzielna - potencjalna przed nawleczeniem, właściwa w trakcie wiszenia na żyłce i bezużyteczna po jej zerwaniu. W dogodnych warunkach ostatni etap może przejść w pierwszy.
I nagle koralik w przypływie idiotycznej samoświadomości zaczyna uznawać życie przed nanizaniem lub życie po uwolnieniu się ze sznurka za bardziej wartościowe. Turla się w szufladzie jak szalony albo - co chyba najgorsze - zachłystuje się przestrzenią podczas opadania po rozerwaniu naszyjnika. Swój upadek nazywa uwolnieniem.
Nie zauważa, że istoty istnienia zaczyna upatrywać wyłącznie w słowach. Podczas gdy przemianowanie pojęć niczego nie zmienia. Dodatkowa swoboda jest pozorna. Udaje mu się jedynie uzyskać wirtualne pogłębienie świadomości.
Taki koralik staje się kompletnie bezużyteczny dla świata, ale jest to dopiero przejaw zwyczajnej nieodpowiedzialności.
Problem dotyka skrajności i rozcina sobie palec, gdy ukryty pod szafką koralik, w najmniej dogodnym momencie wypchnięty na sam środek pokoju za sprawą kociej łapy czy innego poręcznego narzędzia losu, doznaje olśnienia, oślepia zwierzę, które wpada pod stopy kobiety niosącej tacę z kawą. Zawartość filiżanki w zwolnionym tempie zalewa cholernie ważne wyliczenia jakiegoś teoretyka a przypadkowo utworzony wzór daje początek nowemu kierunkowi sztuki lub kolejnej dziedzinie nauki (te szczegóły zależą już bezpośrednio od nastroju i determinacji poszczególnych kropelek).
Wiadomo, że nie ma niczego bardziej nieodpowiedzialnego od przypadkowej zmiany.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz