V^V^V
Dopadła mnie w końcu kanciastość rzeczywistości.
Nie znajduję nawet najmniejszego kawałeczka gładkiej powierzchni dającego oparcie zbyt ciężkiej głowie. Nie istnieje żaden skrawek miękkiej nocy, w którym można by zatopić twarz i na kilka słodkich chwil wstrzymać oddech myśli. Nie ma. Na wszystkich poziomach świat jeży naroża.
A ja zaczynam być tym potwornie zmęczona.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz