~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Czarne morze o gładkiej i lśniącej powierzchni rozciąga się aż po horyzont nocy. Zebrałam wcześniej w dłonie sztuczny blask z ulic zgaszonych zmrokiem, więc mogłabym rozsypać pełną garść latarnianych błysków i obserwować, jak pełgają po tafli połyskliwej ciemności. Czekam jednak na pierwszą zmarszczkę, która lokalnie zaburzy idealną gładkość zgęstniałej pomroczności. Czekam na potwierdzenie obecności.
Wytrwale, bo gdy zamykam na dłużej oczy, śnię jawę świata tuż pod lustrem wody. Widzę twarze, rozchylone usta, przerażone oczy. Czuję złość i zmęczenie na wylot przebite pragnieniem znalezienia się po drugiej stronie.
Właśnie po to wciąż ściskam w garści parzące światło - żeby zgasić nim strach i rozjaśnić spojrzenie, by z jego pomocą szybciej rozwiać znużenie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz