.


Lustro jest materialnym odwzorowaniem ciszy. Ciszę tak łatwo stłuc, gdy ktoś nieuważnie ją upuści. Można przy tym skaleczyć się odłamkiem, a później trzeba pamiętać o odpryskach ukrywających się w zakamarkach pomieszczeń. Cisza ma pozorną głębię, ale w końcu każdy odbija się twardo od jej powierzchni. Czasami jeszcze z lekkim niedowierzaniem stuka palcem w gładką taflę i zawiedziony odchodzi.

Lubię ciszę, ale nie taką zwykłą, powierzchowną. Rozbijam zwierciadło na najdrobniejsze kawałeczki i rozrzucam. Ślicznie migocząca mgiełka zawisa wokół mnie, a ludzie ze strachu przed zranieniem zachowują bezpieczny dystans. Cisza jest moim oddechem i moim więzieniem. Na razie wciąż opada na życzenie - pstrykam palcami  i w jednej chwili wszystkie drobiny lądują na podłodze. Wystarczy je zmieść i rozsypać w jakimś odległym zakamarku Wszechświata. Takie miejscowe wyciszenia nie robią na olbrzymie wrażenia. Dość się już nakrzyczał przy narodzinach.
Daleko stąd zużyty pył z nieprzebytej bariery milczenia błyska głucho w spotkaniach z zabłakanymi, zmęczynymi fotonami. Jak na razie nikt nie każe mi sprzątać kosmicznych śmieci.

0 komentarze:

Prześlij komentarz