wywiad

rozpuściłam mózg na ogniu bez dymu, w wyniku czego powstawał dżinn rureczkami doprowadzany do wnętrza czaszki. duch skraplał się od razu na trupiozimnej pokrywie i z odgłosem mlaśnięcia wpadał do szarawej, bulgoczącej masy. przez otwór wlotowy po kuli wlałam wytrawny wermut. kombinacja, choć tak prosta i powszechnie znana, konsystencją doskonale odpowiadała lepkawym myślom, które nadmierną rozciągliwością zaburzały ostrość moich sądów tamtego dnia. tutaj dochodzimy, panie doktorze, do prawdopodobnej przyczyny tego nieszczęsnego wstrząśnienia mózgu. mimowolnie wchłonęłam bonda w dzieciństwie, a później już mózgu nie dało się doprać, pomimo stosowania szeroko reklamowanych środków piorących. ale może to i lepiej, panie doktorze. gdyby się udało, pewnie teraz byłabym zmieszana, a przyzna pan, że w zaistniałej sytuacji to niewskazane. tak, powiedziałam już o wszystkm, co może mieć znaczenie. no wie pan! jak pan śmie podważać moją wiarygodność na podstawie braku jednej małej oliwki? co za bzdura! to nie żaden nonkonformistyczny manifest. naprawdę nie mogę pojąć, jakim cudem w pańskim wyobrażeniu woskowa, zielonkawa oliwka w całej swej oliwkowatości nie zaburza kompozycji. obrzydliwość. takie nieposzanowanie estetyki i brak dobrego smaku.

0 komentarze:

Prześlij komentarz