reminiscencja
Nie mogę złapać ostrości. Koncentracja pracuje na 1/8 etatu, a ja czuję, że nawet na tyle mnie nie stać. Gdy przyjdzie czas rozliczenia, ogłoszę bankructwo umysłowe. Najgorsze jest to, że stan permanentnego rozproszenia rozciąga się od najbardziej przyziemnej krawędzi jawy po granicę najdziwniejszego snu. Nie zapamiętuję marzeń - jawnych i sennych. Zbieram tylko odpryski zdarzeń i odłamki nierzeczywistego świata budzącego się po zakneblowaniu ust świadomości.
Pal licho część lustra po stronie realności. Ta jest do posklejania. Już nawet podjęłam odpowiednie działania. Wprawdzie każdy ruch spowalnia galaretowata masa, w której obecnie nurza się mój świat, ale nie stanowi to przecież przeszkody nie do pokonania.
Co innego odrealniona kraina rozrastająca się miękko w głowie po zamknięciu powiek. Nie ogarniam jej. Z fabularnych historii zapamiętuję epizody, które z trudem składam nad ranem, próbując ochronić błyskawicznie ulatujące obrazy. Gdyby można było zatrzymać całość lub chociaż zapomnieć zupełnie..., ale brakujące fragmenty wracają w ciągu dnia jako krótkie przebłyski wypływające na chwilę z głębi wód podświadomości. Nie jestem tym zmęczona ani zmartwiona. Chciałabym po prostu zapamiętać wszystko i poznać pełne zakończenie serii z pozoru różnych snów. (no i może złożyć reklamację w związku z ich obrzydliwą zwyczajnością, która jest dla mnie niezwykła).
Tak jak kiedyś wracał nieustannie motyw torów kolejowych i nadjeżdżającego pociągu, tak teraz...
... zbiegam z polnej drogi, którą z obu stron otacza las. Cały teren przeczesują żołnierze, a ja muszę się gdzieś ukryć. Letnia sukienka plącze się między gałęziami, dlatego cieszę się, gdy docieram do łąki porośniętej wysokimi trawami. Docierają do mnie dźwięki muzyki i odgłosy ulicznej parady podążającej drogą, z której zeszłam. Obserwuję wszystko z daleka, wykorzystując bujną roślinność. Zza ściany lasu po lewej stronie wyłania się kolumna ludzi biorąca udział w maskaradzie, która stopniowo przemienia się w kondukt pogrzebowy. Trzymam za rękę małą dziewczynkę, która wyrywa się, bo widzi wśród żałobników członków swojej rodziny, ale jeśli opuści łąkę, zginie. Między drzewami pojawiają się żołnierze. Wycofujemy się powoli, ale kiedy dziecko zaczyna płakać, zauważają nas. Uciekamy w kierunku domku majaczącego w oddali, a po przekroczeniu dziwnej granicy przestajemy być na kilka chwil widoczne. Oddalamy się od pościgu i wpadamy na ganek drewnianej chaty. Chyba wtedy pojawia się chłopiec - brat dziewczynki, który wprowadza nas do środka. Po przekroczeniu progu widzę swojego przyjaciela siedzącego na krześle i choć wiem, że zaraz mnie zdradzi, uśmiecham się, nie mogąc opanować radości ze spotkania. On spokojnie wyciąga strzelbę, akcja zwalnia, więc nie mam szans na szybką reakcję, naciska spust...
... wynajmuję pokój w górskim domku. W nocy planuję zejść z gór, bo jestem umówiona i chcę zdążyć na jakiś koncert. Wieczorem policja puka do wszystkich drzwi w okolicy i ostrzega przed zbiegłymi mordercami. Ludzie powoli wychodzą z bronią i pochodniami, szykując obławę. Ja dalej realizuję swoje plany. Opuszczam pokój, ale kiedy schodzę z piętra, różnokształtne cienie przekształcają się w zdeformowane zwierzęta. Zwinne stworzenia jakby odlane ze smoły próbują mnie zatrzymać, ale po prostu pomiędzy nimi przechodzę. Wściekle pienią się, jednak nie mogą nic zrobić osobie, która się ich nie boi. Jedynym śladem zdarzenia jest czarna maź z ich pysków spływająca po schodach. Wychodzę na zewnątrz. Ciszę bezgwiezdnej nocy rozświetlanej gdzieniegdzie płomieniami żagwi zakłócają krzyki i nawoływania. Nie udaje mi się przejść nawet kilometra, bo trafiam na patrol policyjny. Mężczyzna w mundurze podchodzi dość blisko i celuje do mnie z broni. Strzela prosto w twarz, ale sen urywa się zbyt szybko...
... zapada zmierzch. Trzy wieże strażnicze zbudowane z czarnych, oślizgłych kamieni wyrastają nagle z ziemi, tworząc naroża trójkąta wpisującego się w okrągły plac, chyba więzienny, bo niedaleko postawiono wysokie ogrodzenie zwieńczone drutem kolczastym. Rozbłyskują reflektory, oświetlając centralny punkt koła, w którym się znajduję. Jak zaszczute zwierzę czuję chęć ucieczki, ale początkowo dynamiczna scena zaczyna odtwarzać się w zwolnionym tempie. No właśnie. Odtwarzać. Dobrze wiem, że nie ucieknę. Strażnicy mierzą do mnie. Patrzę w twarz jednego z nich, jakby znajdowała się dużo bliżej niż ma to miejsce w rzeczywistości. Dostrzegam broń, jako obserwator widzę początkową fazę swojego biegu, słyszę wystrzał i znów z pierwszoosobowej perspektywy zauważam, że cały plac porasta trawa w kolorze ultramaryny....
Niech ktoś w końcu pociągnie za spust i trafi, zanim zdążę się obudzić lub zapomnieć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz