~
Wolno opadają zwiędłe liście ludzkich twarzy. Nadchodzi zima, czas przywdziać cudze skóry, narzucić obce futra, a nie bawić się w kosztowne i subtelne maskarady. Stoją więc wszyscy przed wielkim lustrem i zeskrobują kolejne warstwy.
Wiem, co się ostatecznie stanie. Wolę trzymać się z boku i powstrzymywać odruch zdrapania łuszczącej się farby z policzka. A dla zabicia czasu podklejam stare maski. Konserwuję, poleruję, a nuż uda się je jeszcze do czegoś wykorzystać.
Powoli ludzie zaczynają brodzić w swoich i cudzych obliczach. Już wkrótce nie będzie można spojrzeć komuś w oczy, powiedzieć czegoś prosto w twarz czy nawet dać w ryj lub splunąć w gębę.
Już wkrótce nie będzie żadnej niezdeptanej twarzy. W jej miejsce pojawi się czarna, skłębiona pustka - model uniwersalny. Tylko on zostaje, gdy zedrze się wszystkie inne warianty fasady.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz