apoptoza i przedwczesny listopad
Melancholija jakaś wdarła się do duszy. Wiem..wiem.. Wyłazi ze mnie patos i pretensjonalność, które przy obecnej aurze namnażają się w ludzkich umysłach szybciej niż komary w byle kałuży zeszłego lata. Co mi jednak pozostaje, gdy..
..Szaro. Mokro. Błotniście. Liść opadł był z drzew przedwcześnie i gęsto ściele się na asfalcie. Lśni złośliwie, chichocze jak Licho , ukrywając dziury w chodnikach. Na skrzyżowaniach, mrugających smutno czerwonymi światłami, oślizgła dłoń obmacuje myśli i czuję, jak resztki pozytywnych emocji skraplają się wraz z parą na szybach. Bieganie też już nie sprawia większej radości, odkąd trasa rozmokła totalnie i z każdym kolejnym dniem mlaszcząca bagnistość coraz zachłanniej usiłuje pożreć moje buty. Niby przeskakiwanie kałuży urozmaica monotonię, ale żeby robić to obecnie, musiałabym w ekspresowym tempie nauczyć się latać.
..Skoro już przy wznoszeniu w przestworza jesteśmy, byłabym wdzięczna niebiosom za poprawę pogody a mechanikom aeroklubu za naprawienie żółciutkiego samolociku z papier-mache. Skoro staruszek nie spoczywa zasłużenie od dobrych kilku lat w muzeum historii lotnictwa, to niech lata do cholery! Potrzebny mi kolejny zastrzyk adrenaliny. Jestem głodna - już nie przestrzeni, wolności, głębokiego oddechu i refleksów słońca na plamce wody skroplonej między zalesionymi, górskimi stokami - a strachu, niepewności i chwili nieograniczenia podczas spadania. Oby już teraz, zaraz, jak najszybciej, bo..
..Za wolno żyję. Mam czas na sen, więc pytam - co to za życie? Dzień, dwa, tyle można pociągnąć, ale później pojawia się psychiczne i fizyczne zmęczenie ciągłym, rozciągłym blee.. Rozciągłym niczym substancja bodaj u Rene. Rozciągłym niczym Sae zanurzona w rzeczywistości działającej na niepełnych obrotach. Sae, której grozi stanie się cielesną i kompletnie niemyślącą. Znaczy nieistniejącą..
..Zupełnie jak uporczywy deszcz, co w głowie pada.
Padlina wstrętna.
Otulina z brudnych, zwierzęcych futerek.
Tylko czekać aż zalęgną się pchły i pluskwy natrętnych skojarzeń, a grzyb, karmiąc się wilgocią i ciepłym, stęchłym powietrzem, bujnie rozkwitnie na ścianach czaszki. Już teraz przez niezdrowy klimat zaczynam płodzić nieskładne, rozmokłe słowa.
uzupełnienie: 1.10.2010
Biadolcie, a będzie wam dane. Samoloty latają, ludzie spadają, pogoda sprzyja. Amen.
(Dominujący stan umysłu: ekscytacja)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz