przygaszone światła
Otworzyły się drzwi wielkiego teatru. Czy kreowanie siebie jest tworzeniem siebie?
Mogę do pewnego stopnia kształtować, a na pewno wzmacniać, własny nastrój poprzez odpowiedni dobór perfum i bielizny. Przy moim uwielnieniu odrobiny lata w zapachu i preferowaniu gładkości, zadziwiająco długo króluje lodowy chłód i delikatne koronki. Od samego rana dbam o każdy detal ubioru, bo całość musi być perfekcyjna. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że się rozsypię. Być może złudne, ale czy chcę ryzykować? Dla pewności warto założyć kilka szwów formy, które utrzymają ego w ryzach. Lepiej postarać się, by maska nie wyglądała jak maska. Naturalność jest pozą najtrudniejszą do utrzymania. A kogo obchodzi naturalność Nikołaju Wasiliewiczu?
Liczy się piękno i wyrazistość, bo tylko dzięki nim mogę przetrwać. Jeśli już nie we mnie, to przynajmniej wokół mnie. Świat ma obowiązek bycia doskonałym. Mój Boże, W Którego Nie Wierzę! Po prostu musi ulec, pokonany poddać się konieczności.
Pościel bardziej miękka i gładka. Kwiaty w wazonie z przezroczystego szkła bardziej pachnące i pełne. Powierzchnie stołów, szafek i biurek puste, wyjąwszy przedmioty najbardziej niezbędne i proste w swej formie. Powietrze na zewnątrz przyjemnie orzeźwiające, liście szeleszczące, a deszcze - jeśli już muszą padać - ulewne lub otulające lekką mgiełką kropelek.
Tak patrzę na świat, że jest doskonały. Staje się moją idealną sceną. Nieważne, co jest obiektywnym elementem rzeczywistości, a co pochodzi z mojej wyobraźni. Niech wreszcie percepcyjne skażenie świata na coś się przyda. I tak wszystko dzieje się tylko w mojej głowie.
Jestem myślą zmaterializowaną w dokładnie taki sposób, w jaki zawsze chciałam.
Nie, nie jestem szczęśliwa, ponieważ znajduję się poza tą kategorią.
Jestem.
Poza kategorią prawd, półprawd i kłamstw.
Poza ja, bo przecież to, co określam mianem "ja", jest jedynie wirtualną bazą wypadową dla mojego przejawiania się.
Jestem...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz