zimne spojrzenie lustra
Zimno.
Chłodny zapach za uchem.
Oszronione słowa w uchu.
Zlodowaciałe myśli w głowie.
Zdania zeskrobane z języka upycham w komputerowych notatnikach. Chowam przed obcym, szklanym wzrokiem. Ukrywam nawet przed sobą. Nie wracam. Do nich.
Gdy próbuję mówić, z ust wypadają kostki lodu. Głuchy stukot uderzenia o blat stołu zapowiada martwą ciszę. Walczę z nią, lecz gdy powtarzam, wargi parzy chłód, a nikt przecież nie docenia starań.
Któregoś dnia obudziłam się uwięziona w sześciennej klatce zbudowanej z luster. Gdzie nie spojrzę - ja. Od rana do wieczora, od jawy do snu. "Od stóp do głowy, od pięty do ucha." Zwielokrotniam się w każdym wymiarze. Wzdłuż. Wgłąb. Wszerz. Na zewnątrz, w szklanych witrynach, wewnątrz, jak matrioszka.
Koszmar.
Zimna tafla lustra. Zimna tafla lustra. Zimna tafla lustra. Lustro w lustrze lustra. A w lustrze ja. Ja, ja i ja.
Przeklęta iluzja.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz