rozmycie bieli
Ranne poranki, poronione dni.
Rozłup czaszkę i wydłub ból z głowy.
Ból? Jaki ból?
Wymyślony. Wmyślony tak intensywnie w sploty myśli, że już wypalony w strukturze komórek nerwowych. Paznokciami wydrapany w korze mózgu porośniętej mchem.
Mchem? Jakim mchem?
Pleśnią rozciągającą ażurową siateczkę zarodników nad powierzchnią poplątanych skojarzeń. Szarawym, watowym kożuszkiem tępiącą zmysły.
Naostrz je.
Albo nie. Albo nie. Albo nie.
Jeszcze tylko dziś... rozmyję każdy kształt, rozwieję zapach, rozcieńczę smak, rozproszę dźwięk. Roztopię się w mlecznobiałej mgle..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz