Nie jestem już w sobie. Okres znakomitej spójności i kompletności, czas pełni, w której współgrały wszystkie sprzeczności jest za mną. Rozpadłam się, rozwarstwiłam, rozmyłam. Wokół mnie, na wyciągnięcie ręki kolejne odsłony ja. Otaczają mnie niczym maski, łatwe w użyciu, dobrze leżące, prawie naturalne, ale z osobna tworzą kolaż odrębnych, obcych twarzy.
Gdyby ktoś pytał
mnie nie ma.

0 komentarze:
Prześlij komentarz