*
Delikatna muzyka i słowa szeptane do ucha. Słowa sączące się cichutko
prosto do umysłu. Słowa, którymi nasiąkają myśli. Atmosfera sprawiająca, że napięcie odpływa.
Nareszcie. Równy oddech i cudowne zmęczenie po zmierzchu. Dzisiejszego wieczoru czuję się spełniona. A rano obudzę się z odrodzonym pragnieniem życia.
Proste stwierdzenia w prostych zdaniach.
Proste emocje w konsekwencji prostych decyzji.
Proste rozmowy o najważniejszych i najbanalniejszych sprawach.
Czy naprawdę tak niewiele mi potrzeba?
Żadnej filozofii. Wstań. Biegnij. Jedź, przebijając się przez mgłę. Bądź wśród. Leć. Śmiej się. Chłoń obraz dywanu chmur ścielącego się u stóp. Marznij. Strać czucie w prawej dłoni. Uśmiechnij się. Stań na stopniu. Spójrz w dół, przecież nie powinnaś. Spójrz w oczy przesłonięte ciemnymi okularami. "Skok". Skocz. Bądź sama. Odnajdź się w utracie gruntu pod stopami. Spadaj. W tle czucia odliczaj. Poddaj się powietrzu. Miękko..
..mm..
aż rozścieli się nad tobą czasza i zrobi się jeszcze bardziej miękko i lekko. Z góry wszystko wydaje się takie spokojne. Rozkołysz świat. Rozkołysz się w świecie. Wiruj. Szybuj. Ląduj. Znów bądź wśród. Powtórz. Przekonasz się, że będzie zupełnie inaczej. Na koniec spędź czas zanurzona w obecności. Wróć. Śnij wśród pastelowych dźwięków.
Żadnej filozofii. Niewyszukana moc działania.
I widziała, że to było dobre.
A jutro ciepła herbata, ulubiona kawa i mnóstwo książkowych mądrości.
Bo najważniejsza jest homeostaza.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz