pociąg osobowy
Przemykamy.
Ciasnymi korytarzami myśli.
Wąskimi uliczkami wspomnień pełnymi zacienionych zaułków.
Przesmykami w tłumie wypełniającym po brzegi duszne pomieszczenia.
Kluczymy między stolikami, brzęknięciami, napadami śmiechu.
Muzyka wplata się nam we włosy, tak jak wijący się papierosowy dym przeżera ubrania i zakurzone drzewka płuc.
Jesteśmy martwą naturą.
Bardziej martwą niż krzesła i parkiety.
A przecież oddychamy sobą wzajemnie.
Złudne my. Narracyjnie najbardziej kłamliwa osoba. Przecież nie ma nas. Jest tylko oni. W tym ja i ty.
Najbardziej lubię ty. Wtedy zwracam się bezpośrednio do siebie, pomijając grzeczności i ukłony. Czasami w ty pomiajam kształty i wygładzenia. Wtedy ty bywa treściwe. Wewnętrznie. Uzewnętrznione ty wylewa się z popękanych naczyń formy.
Wy właściwie nie istnieje, ponieważ czuję potrzebę bycia we wszystkim, o czym mówię.
On ona ono czyni mnie Światowidem. Namaszczam się na wielo-bardzo-twarzowe-bóstwo, czasami pożyczając cudze maski.
Ja. Ja jest jakieś takie... cząstkowe. Jakieś takie zwyczajne. Ja jest jakieś takie.
Ja. Jaka ja. Na ja-wie ja-śnie-je ja-ma.
Bzdura.
Jatka
Ot co.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz