modele rzeczywistości
z 30 listopada 2008 r.
Żyję w hipotetycznym świecie. Każde założenie, każdą koncepcję potrafię uczynić obowiązującą, mogę w nią uwierzyć, zachwycić się nią, ale w tle zawsze pozostaje świadomość odrzuconych możliwości. Czasami koegzystencja teorii quasi-naukowych nie prowadzi do sprzeczności, czasami potrafię trwać w paradoksach, tym bardziej, że mieszka się w nich dość wygodne. Mój obraz świata podlega ciągłym zmianom. Irracjonalne skojarzenie, impuls, wydarzenie, przebłysk intuicji mogą doprowadzić do przeskoku o kilka poziomów, przewartościować elementy budujące rzeczywistość. Jedna zbuntowana myśl rozszerza rebelię na cały obszar i trzeba od nowa wznosić wielowymiarowe hipotezy na chwiejnych fundamentach.
Można wrzucić mnie do worka sceptyków. Ciągłe niszczenie lokuje mnie wśród nihilistów. Dopełniając całość o bardziej estetyczny wymiar, można mnie posądzić o dekadenckie ciągoty. Nie zdziwi mnie poszukiwanie racjonalnych aspektów mojego postrzegania rzeczywistości, ale czy będąc człowiekiem, potrafię zdobyć się na czystą racjonalność? Każda nauka bazuje na założeniu racjonalności i obiektywizmu. Mogę przyjąć to założenie, mogę nawet w nie uwierzyć, mogę je pokochać, co będzie najwyższym wymiarem akceptacji, ale nie zapomnę o jego ulotności. Jestem człowiekiem i jak każdy człowiek dysponuję zbyt małą ilością informacji, by postępować racjonalnie. Racjonalizuję. Analizuję. Przeprowadzam ciągłe sekcje zwłok martwych już wyobrażeń na temat świata i wciąż tworzę nowe, bazując na dostępnych danych. Przetwarzam, to lepsze słowo. Pomimo całego egocentryzmu trudno mi uwierzyć w boskość swej natury, więc creatio ex nihilo nie wchodzi w grę. Czy już pojawiła się wewnętrzna sprzeczność? Trudno mi uwierzyć, a rzekomo mogę wierzyć we wszystko... Moja wiara zawsze nierozerwalnie wiąże się z wątpieniem. Błąd jest być może czysto semantyczny – pojęcie „wiary” od początku niepotrzebnie komplikuje sprawę. Pisząc wierzę, mówię, że założenie poparte jest wewnętrznym przekonaniem, ale nie będę sobą, jeśli w chwili jego pojawienia, nie podważę go.
Taka jest moja wiara. Takie jest moje postrzeganie świata. Na ile zdeterminowane jest czasami, w których żyję? Na ile przesiąknięte jest postmodernizmem? W jakim stopniu wynika z indoktrynacji? To temat na odrębną notkę.
Pozostaje jeszcze jedno pytanie – czy moja rozczłonkowana przez układy odniesienia wizja świata czymś różni się od wizji innych ludzi?
Tak i nie. Nie, ponieważ wszystkie dziedziny wiedzy – od filozofii począwszy, poprzez fizykę, psychologię, biologię, chemię, socjologię aż po najbardziej abstrakcyjny język matematyki i próby racjonalnego
ujęcia boskości w teologii – bazują na modelach. Żaden człowiek, żadna grupa ludzi nie potrafi objąć umysłem całej rzeczywistości, nawet na poziomie elementów składowych, nie wspominając o rządzących nią prawach. Tworzymy teorie, obrazy, opowieści o otaczającym świecie, których zadaniem jest pomoc w zrozumieniu. Dostosowujemy metody do indywidualnych i gatunkowych możliwości poznawczych.
Z drugiej strony część ludzi utożsamia modele z samą rzeczywistością. Mniej lub bardziej przypadkowo wybiera hipotezy i pozostaje im wierna. To równorzędny sposób postępowania. Zapewne zdrowszy dla psychiki, dający poczucie stałości, bezpieczeństwa i podstawowej wiedzy niezbędnej do przetrwania i trwania. Ja nie potrafię się w nim odnaleźć, a jeśli się odnajduję, to nie na długo.
Poniekąd wydaje się to naturalne – jestem efemerydą, krótkim rozbłyskiem, którego naturą jest zmienność i przemijanie. Jak mogę odnaleźć się w stałości?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz