znacie Martynę?


Martyny nie ma. Wyszła, wystawiwszy za porośnięte mchem drzwi kosze sztucznych mar. Częstujcie się wszyscy. Wprawdzie Martyna zawsze była dziewczyną ubogą w koszmary, bo te, mimo obfitej pożywki dla podświadomości, nie chciały naturalnie wyrastać w snach. W zamian formowała je w ogromnych ilościach na jawie.  Komponowała cieniste koktajle bezsenności  w najróżniejszych wariantach. Teraz postanowiła przewietrzyć umysł i usunąć zapach stęchlizny z myśli. Poszła wymieść pajęczyny ze swoich płuc oraz wypluć plwocinę poszarzałą od zalegającego kurzu przeszłości.
Wychodząc, zatrzasnęła za sobą oddychające drzwi.
Drzwi Martyny, odkąd sięgam pamięcią, były żywe. Codziennie inne. Niekiedy, tak jak dziś, porośnięte miękkim dywanikiem mchu, w którym zwykły buszować żuczki z opalizującymi pancerzykami. Czasami falujące zielenią ostrej trawy przeczesywanej oddechem emocji. Kiedy indziej pokryte lepką mazią wyłapującą wszelkie przejawy życia i radości. Co pewien czas poprzerastane powrozami żył i tętnic pulsującymi rozpaczliwie w oczekiwaniu. Nieraz oplecione ciasno kiściami pęcherzyków płucnych, na powierzchni powleczonymi cieniutką warstewką surfaktantu pomagającą radzić sobie z napięciem, a także uniemożliwiającą zapadnięcie się w inny wymiar.

Teraz brutalnie zamknięte drzwi wstrzymały oddech, Martyny nie ma, a ja bez niej nie piszę.

A wy w ogóle znacie Martynę? Jest rozszerzoną wersją mnie. Bazą dla wszystkich nas występujących w tej wirtualnej przestrzeni .

0 komentarze:

Prześlij komentarz