72 godziny poza sobą
Najchętniej przed każdym wyjściem zamalowałabym się od stóp do głów na szaro. Zmatowiła wszystko, co błyszczy. W miejsce twarzy wstawiła śnieg wygrzebany ze starego telewizora. Promieniowaniem reliktowym podkreśliła szczątkowość pragnień i motywacji. Stała się samoświadomym popiołem wysypanym z przedwojennej popielniczki.
Tylko, cholera, nie potrafię się odkolorować. Zdzieram farbę płatami, ścieram, rozpuszczam, zdrapuję, ale wciąż odnajduję nowe plamy czerwieni, szafiru, czerni, żółci, zieleni. Błazeńskimi barwami malowany obraz nędzy i rozpaczy. Szarość jednak kiepsko kryje.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz