ekspresja impresji
Daję się uwieść impresjom. Oglądam cały film ze względu na kilkusekundową scenę. Kilkanaście razy przewijam smugę szarości, która wijąc się, przechodzi w chaotyczny obłok dymu. Odtwarzam intensyfikację barwy ust , zbyt doskonałych nota bene. Nie lubię takich rzeźbionych twarzy – klasycznie pięknych, regularnych, prawie ze śladami dłuta w rysach. W ogóle nie podobają mi się mężczyźni przystojni w tak oczywisty sposób, na dodatek bez żadnej widocznej skazy, ale w samej scenie jestem zakochana.
Słucham godzinnej kompozycji dla pół minuty przeszywających ciało dreszczy. Wyjęty z kontekstu fragment nie zadziała – błyskawica poruszenia nie spłynie wzdłuż kręgosłupa, mięśnie nie zadrżą, a gęsia skórka nie pokryje przedramion. Umysł karmi się całością, ładuje się, by w jednym tylko momencie wybuchnąć tysiącem iskier i zalać falą wyładowań cały układ nerwowy.
Czytam przeciętną książkę o nieinteresującej mnie fabule ze względu na pojawienie się "głosu brzmiącego cynamonem". Mam już swoje wyobrażenie i ewentualne mankamenty prozy przestają mi przeszkadzać. Ja już widzę świat, którego kolory utrzymane są w sepii, drewniane podłogi, drżące plamki przygaszonego światła na ścianach. Wszystko zanurzone w atmosferze ciepła i intymności. Człowiek, którego opis dotyczy, mówi spokojnie i cicho, ale nie tak, by nie można go było usłyszeć. I taką właśnie ma osobowość – naznaczoną nienachlaną pewnością siebie (barwa cynamonu). Nie mówi wiele, woli słuchać, a przede wszystkim obserwować, dlatego kontakt werbalny może być ograniczony (sypkość sproszkowanego cynamonu). Czasami wydaje się oschły i szorstki, poprzez swoje wycofanie (suchy brzeg laski cynamonu, jego chropowata powierzchnia). Jak ja uwielbiam takie słowa! Są jak ziarenka z których wyrastają niespodziewanie pnącza znaczeń i skojarzeń.
A to tylko impulsy. Nie wspominam nawet o całych transparentnych, ażurowych konstrukcjach atmosfery. Kiedy wszystkie relacje, emocje, konsekwencje zdarzeń tworzą gęsty splot wbudowany między słowa i gesty. Wejście w taką przestrzeń przypomina wpadnięcie w pajęczynę w lesie, której nici nie są jednak lepkie, a jedynie jedwabiście delikatne i mocne. Najważniejsze dzieje się poza tym, co ukazane wprost, jawnie. Nie mogę się później z tak tkanych opowieści wyplątać.
W sposób nieprzewidywalny zakochuję się w ulotnych, ledwie uchwytnych wrażeniach i poddaję się im zupełnie. Zadziwiające jak wiele istotnych spraw traci znaczenie wobec delikatności nietrwałej impresji.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz