zbieractwo
Może by tak zacząć katalogować uczucia, żeby uniknąć uchylania się przed prawdą?
Dominująca dziś...
...tęsknota. O dziwo niepłynna. Nie sposób się w niej zanurzyć. Nie wiedzieć kiedy stała się namacalna. Lita i obła, na powierzchni gładka, tylko gdzieniegdzie podziurawiona kałużami gęstej mazi, które mlaszcząc, pożerają nieostrożne, zbłąkane myśli.
Tęsknota za? do? Skąd się wzięła?
Przestała mi się podobać zabawa w Linneusza.
Lepiej puścić myśli samopas.
Płyniemy z prądem.
Po prawej domniemany związek kota Schrödingera z filozofią Berkeley'a. Erwin i Jerzy w jednym stali domu... Po lewej wolność. Miast wieść lud na barykady, tylko się rozciąga: od ściany do ściany więzienia. Po prawej ja. Patrzcie na mnie wszyscy i potwierdzajcie istnienie, bo sama ślepnę. Patrzcie i ustalajcie stan ducha, ponieważ - zdana tylko na siebie - jestem superpozycją wszystkich możliwych stanów i przeżyć. Chyba że któryś z was, Patrzących, uzna, że jestem tak próżna, iż lepiej snuć historyczną opowieść o morzu Diraca..., ale już odwróćcie głowy. Po lewej "Huragan tekstu, morze linków...Opowieść jest podróżnikiem... Podróżnik jest opowieścią?"*. Tańczymy wszyscy z kablami. Jak muchy w pajęczynach poobijanego światła. Po prawej powidok...
Pan cenzor się wierci. Przecież już >kiedyś< pana za to utopiłam.
Coś jest niejasne?
"Zainteresowanym i młodym poetom wyjaśniam osobiście
zgłaszać się z bełtem w empiku, Cyganerii,
gdy cieplej za Pałacem"
(ponad kwadrans szukałam wojaczkowego cytatu, który utknął w głowie lat temu 3, w pewnym omyłkowo wybranym autobusie. Szukałam zawzięcie, albowiem "ktokolwiek cytuje z pamięci, jest sabotażystą, którego należałoby postawić przed sądem. Okaleczony cytat równoważny jest zdradzie, obeldze, ujmie tym cięższej, że chciano oddać przysługę". Oczywiście kompletnie się z Cioranem nie zgadzam, ale skoro on takoż wypłąnął z odmętów pamięci, złośliwie pozwoliłam sobie zacytować z głowy i jeszcze wykorzystać jako uzasadnienie straconego czasu).
A propos cytatów na zakończenie kolejna porcja prywaty. Najprawdopodobniej u jakiegoś klasyka (pokroju Dostojewskiego czy Manna) przeczytałam opis kobiety, której cechy czyniły ją doskonałą kandydatką na żonę geniusza. Jako że geniuszy zawsze jest mniej niż kandydatek na ich żony, bohaterka nie wyszła za mąż. Nie mogę sobie przypomnieć, u kogo pojawił się podobny tekst i choć to totalna bzdura, męczy mnie i dręczy. Gdyby ktoś kojarzył, możemy ponegocjować, na co wymienić tę bezcenną informację (tak, żebym nie musiała kraść koni z rzędem i podbijać królestw).
*Hegiroskop
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz