'To players in a puppet show '
W czarno-białym półświatku wartości nie ma miejsca na subtelności.
Radioaktywna chmura agresji doprowadza przebijające powierzchnię skóry końcówki synaps do iskrzenia. Porastająca ciało trawka neuronów więdnie, więc swędzą nas ręce i skronie. Nie wiadomo czy lepiej strzelić sobie w łeb, czy dać komuś w mordę. Czysta abstrakcja - przecież ludzie nie mają twarzy, a my straciliśmy głowy dla chwili zagłuszającej ciszę samotności. Jakby gdzieś w kąciku, w którym stawia się kubeł z wydzielinami intymności, mogło znaleźć się jeszcze trochę miejsca na resztkową, skarłowaciałą formę hiperwrażliwości. Chyba już jesteśmy za starzy na entuzjastyczne uleganie złudzeniom generowanym na styku zwierzęcego mózgu i środowiska.
Zaliczamy się do mentalnych stenobiontów. Przyjrzyj się czynnikom środowiskowym, na które jesteśmy narażeni. Widzisz? Duchowo musimy być trupami. Nie jest źle. Będziemy tańczyć tak długo danse macabre, aż padniemy ze zmęczenia i pogrążymy się w półśnie. Nie jest źle. Złe sny nie istnieją. Koszmary są domeną jawy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz