I



Nie rozwija się. Zwija. Mały, skulony podmiot. Nieważny, zmięty przedmiot.
Może nie jest tak źle. Kiedy się zwija, skręca, a przy tym strzępi, rozwarstwia, rozdziela, zajmuje mniejszą objętość, ale wytwarza większą powierzchnię. Zwijając się, zagęszcza, choć to tylko złudzenie. Mydlenie oczu zmęczonych patrzeniem przez szkła na szkła.
A ma w sobie przecież pragnienie połaci nieograniczonych, co najwyżej ogrodzonych dla kaprysu. Jeśli się w przestrzeń rozległą nie rzuca, to ze strachu przed pustką, która zagości, jeśli nie starczy treści.
Zwija się więc jeszcze bardziej i marnieje, i kurczy, i marszczy. Przemienia w wysuszoną skórkę skrywająca już tylko małe ziarenko. Ziarenko pieprzu nie mielone, a ścierane w drobny pył. Porwie je wiatr i zaniesie w świat, lecz nic z niego nie wyrośnie, bo zbyt szybko obróciło się w proch.

0 komentarze:

Prześlij komentarz