martwe drzewa i igły
Twarde, gładkie drewno pod palcami. Wspomnienie żywych drzew i lekko wyczuwalny oddech lasu. Drzwi. Za drzwiami tajemnica. Pulsuje, doprowadzając powierzchnię do drżenia. Falujące słoje miękko łaszą się do myśli, pieszczą pragnienia, hipnotyzują ostrożność. Resztki niepewności ulatują.
Znaleźć się po drugiej stronie... Choć od zewnątrz brakuje klamki, a żaden klucz do zamka nie pasuje, jest metoda. Chwilowe rozbicie litego drewna na niezliczoną ilość drobniuteńkich drzazg umożliwiłoby przejście. Igiełki atomowej wielkości przeniknęłyby ciało. Ciało przeniknęłoby przez materię. Kiedyś wierzyłam, że ból rozbity na tysiące ukłuć jest ceną, jaką płaci się za dotknięcie ukrytego.
O ile łatwiej byłoby, gdyby ktoś po prostu otworzył drzwi od wewnątrz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz