mikro


Mikroskopijne miasto. Zacieśniające się ulice, skurczone przejścia dla pieszych. Samochodziki zabawki hamujące przed atrapami sygnalizacji świetlnej. Ludzie - manekiny rozmieszczeni w sposób perfekcyjnie przypadkowy.
Jakby walcząc o zachowanie równowagi w tym malejącym świecie, drobne pęknięcie w płycie chodnikowej zaczyna się rozrastać.  Tnie beton szalonym zygzakiem. Ziemia otwiera się, oddech otchłani owiewa twarz. Zanim szczelina zacznie przypominać rów mariański, wskuję do pierwszej lepszej nadjeżdżającej puszki.
W środku tramwaju statyczna atmosfera sztucznego spokoju. Każdy z osobna emanuje aurą obcości i obojętności. Nawet wtedy, gdy panu przy drzwiach odpada lewa ręka, wszyscy udajemy, że nie widzimy, jak podnosi ją i wkręca w bark. Kiedy kończy, ukradkiem poleruje jeszcze szklane oczy. Błyszczące spojrzenie - kilka dodatkowych punktów do atrakcyjności.
Stoję przy brudnym oknie, próbując nie pytać, co tu jeszcze robię. Za plecami znika przytulna rozpadlina.
Uśmiechnij się, skarbie, skoro zdecydowałaś, że zostajesz w grze.

0 komentarze:

Prześlij komentarz