lepkość
Oblepione nocą mury podejrzanych zaułków wabią smolistą lepkością. Mam ochotę wtulić w nią twarz, zanurzyć dłonie i scalić się z łapczywie wysysającą światło ciemnością. A jeśli to niemożliwe przynajmniej wtopić się we własny cień iluminacją podzielony na czworo. Rozdwojenie jaźni, rozczworzenie cienia jako elementy przepoczwarzenia istnienia.
Nie mogłaś zmyć z siebie sarkazmu? Zedrzeć cynizmu, nawet obdzierając się ze skóry, ponieważ wrosły zbyt głęboko? Proszę bardzo - oto doświadczasz nowej formy przeobrażenia. Może stadium imago będzie wolne od środowiskowego skażenia.
A tymczasem jeszcze przez kilka chwil oprzyj się pragnieniu wplątania w słodką pajęczynę bezmyślenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz