puls
Dłuto w dłoń i skuwaj lód. Aż do ostatniej warstwy otaczającej rdzeń tętniącej tkanki życia. Może okazać się, że powierzchnię pokrywają dodatkowo niezliczone łuseczki chłodnej obojętności. Wtedy cierpliwie każdą z nich podważ i wyrwij. Chociaż włókna czucia będą się skręcać i wić a naprężone, najdelikatniejsze niteczki myśli drżeć, nie przestawaj. Tak trzeba. Pojedynczo i zdecydowanie. Poszarpane jądro istnienia, chwilowo pulsujące głównie bólem, zregeneruje się. To taka cudowna właściwość życia, zupełnie obca kryształowej skorupie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz