chmurność


Chmury kłębią się w głowie, ale wypełniają przestrzeni słodką pustką waty cukrowej. Nie są też efektem zanurzenia głowy w chmurach. To chmury ciężkie, gęstnięjące szarością, napęczniałe mokrą niepewnością. Ich suszenie nigdy nie przynosi niczego dobrego. Zbijają się w kłębek, przywierają do siebie tak mocno, że punktowo odczuwam pulsujące wahania ciśnienia. Z chmurnej zasłony zostaje coś na kształt kuli splątanych nitek, której powierzchnia zroszona jest lepkimi kroplami czarnowidztwa. Kasandra miała cały mózg oblepiony tą przeklętą rosą i jakoś nie było chętnych by spijać nadmiar z jej ust. Czasami lepiej milczeć, zwłaszcza że jeszcze trochę brakuje mi do poziomu prorokini. (Tylko troszeczkę, na najbliższej wyprzedaży niepowodzeń kupię odrobinę pakowanej w szary papier pokory).
      Zasady są proste.
      Nie dotykaj kłębka. Zajmij czymś dłonie. Nie patrz na wystrzępione sznureczki.
      Nie patrz na strzępki.
      Nie patrz na strzępki.
      Zostaw tę końcówkę!
Nienawidzę prostych zasad. Zbyt łatwo można je złamać. Łamanie powinno być skomplikowane, wtedy jest przyjemniejsze, a przynajmniej ciekawsze.
Niestety, z powodu zwykłych niedoskonałości sfery, włókienka niepokoju zaczęły się rozwijać. Pierwsza, drażniąco wystająca niteczka, którą delikatnie szarpnęłam, zapoczątkowa reakcję łańcuchową. Mój umysł, niezależnie od okoliczności, dysponuje wielokrotnością masy krytycznej niepokoju i może równolegle zaopatrywać różnorodne obszary działalności. A samorodne kłębowiska są dla niego istną gratką.
Nie ma już odwrotu. Szlaki myśli zapętlają się, impulsy utykają w przypadkowych węzłach, skrzące się synapsy nikną rozproszone na grafitowoszarym dymie, który - przysięgam - nie wiem skąd się bierze, ale musi pochodzić z niewyczerpanego źródła. Neurony wciąż przewodzą myśli, ale ja tracę zdolność jasnego widzenia.
Czekam na burzę. Deszcz, wicher i błysk. Dreszczem spływające wypełnienie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz