diamonolog


- Co się stało? Obraziłaś się? Dlaczego milczysz? Nie słyszę twojego głosu. Słyszysz? To ty? Mówiłaś coś? Nie rozumiem twoich słów. Czemu cię nie ma? Przerwij tę cholerną ciszę! Nie bądź dziecinna i porozmawiaj ze mną. Proszę...
- Po co?
- Nie mogę bez ciebie podejmować decyzji.
- Możesz i robisz to. Nie słuchasz mojego głosu. Mówisz do mnie "ty", a przecież jestem tobą. Odsuwasz mnie od siebie. Nie poprzez izolację i zamknięcie w dźwiękoszczelnym pudełku, bo wiesz, że to mało skuteczna metoda. Wiesz, że mogę malować obrazy na ścianach więzienia, a one przenikną do twojego umysłu. Dlatego odsuwasz mnie, ustawiając w gigantycznym chórze głosów. Mówisz: wypowiadaj się na równi z innymi. Przebijesz się, gdy będziesz dostatecznie silna. Będziesz dostatecznie silna, gdy poczujesz, że masz coś wartościowego do przekazania. Masz czego chciałaś. Kakofonia głosów rozbrzmiewa w twojej głowie. Obraz świata jest pełniejszy, a ty zawsze bez sprzeciwu godziłaś się ze sprzecznościami, które są jego konsekwencją.
- Ty też tego chciałaś.
- Tak. Chciałam, ale nigdy nie sądziłam, że zdegradujesz mnie do roli drugoplanowego głosu. Nie przypuszczałam, że będę krzyczeć, choć to takie poniżające. Pamiętasz, gdy całe ciało drgnęło? To była reakcja na mój wrzask. Pamiętasz tamto szarpnięcie w środku? Musiałam wtedy siłą uciszyć obcobrzmiące głosy pozornego rozsądku. Pamiętasz? Tamten irracjonalny dreszcz. Szeptałam wtedy tak długo, aż znalazłam częstotliwość rezonansową tego przeklętego gmachu, żebyś tylko zwróciła na mnie uwagę. I później, pamiętasz? Całe wnętrze się skręciło, a tobie zabrakło tchu. Udusiłam wtedy kilku drących się głupców, żeby móc cokolwiek powiedzieć. Ani razu mnie nie posłuchałaś. Mogę to zrozumieć, nie zawsze mam rację, ale nigdy nie wybaczę ci braku działania wskutek zasłuchania w polifoniczny szum. Dopóki ignorowałaś mnie i wybierałaś źle, mogłam próbować dalej, jednak teraz każdy kolejny głos pogrąża cię w coraz większym zgiełku. W miejscu, do którego mnie zesłałaś, wszyscy chcą mówić, więc zamilkłam, licząc na to, że cisza odbije się na tle chaosu.
- Wróć. Proszę...
- Dokąd? Mam wrócić, bo nie potrafisz nawet stwierdzić na jaką kawę masz ochotę? Mam wrócić, ponieważ nie możesz dłużej znieść permanentnego wahania, a życie nie może żywić się niezdecydowaniem? Mam wrócić z całym brzemieniem odpowiedzialności za sądy i działania? Z ciężarem niesprawiedliwości wybiórczości i trudem rezygnacji z możliwości? Dokąd mam z tym wrócić?
- Do mnie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz