wesoły mar szyk pogrzebowy


Utknęłam gdzieś w okolicach 21 roku mojego życia. Niektórzy tkwią w wieku, epoce i nie mogą jej opuścić, przekroczyć, co czyni ich
niewartymi zapamiętania przez potomnych. Ja ugrzęzłam w sobie. Zatrzymałam się x dni-miesięcy-lat temu i zachowuję się, jakby
dopadł mnie paraliż senny. Pozwoliłam opanować się marom umysłu, noc w noc zapełniam kolejny kosz mar. Nie pytaj o moje rachunki za wywóz śmieci na wysypisko.
Nie rozwijam się, chyba że w smugę mgły. Coraz mniej rzeczywista, coraz bardzej iluzoryczna, przenikam przez ściany niczym duch. W niczym nie znajduję oparcia. Jak dym wnikam przez szczeliny. Jestem wyziewem z cudzych płuc zakorzenionym w zmęczonej, zakurzonej przeszłości.
Chwilowym zawirowaniem uwikłanym w problem własnej chaotyczności. Jestem wstęgą nieczystego oddechu łączącą obce sobie ciała. Natrętnym pasmem myśli rozmazanym przez chłód deszczowej nocy.
Czuję się pewnie tylko wtedy, gdy mogę nagle zniknąć. Rozwiewam się szybko, ale niejaką przyjemność sprawia mi świadomość zostawiania maleńkich, trujących śladów na delikatnym nabłonku wspomnień.
Kropelki
            kropelki
                        kropelki
                                    mocnej wody.
Z nowych rzeczy tylko jedno - zaczęłam lubić akwaforty.

0 komentarze:

Prześlij komentarz