w nieustaleniu
W lustrze plączą się cienie. Długimi, szczupłymi palcami obmacują powieki, gładzą skórę pod oczami, rozciągają kąciki ust, rozmywają kontury warg. Cieniste smugi wnikają pod naskórek i wiją się w chaotycznym tańcu. Rysy twarzy upłynniają się, samoświadomość faluje zanurzona w drżącym chiaroscuro. Jedynym stałym elementem odbicia są źrenice - zagłębienia, w których gromadzi się światło na czarną godzinę. To zupełnie naturalne, że jedyne ustalone punkty to braki, dziury i leje po bombach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz