psurd
Z miniaturowych megafoników wszczepionych w ściany czaszki przez kosmitów wybrzmiał metaliczny głos:
"wtorek. dwudzisty pierwszy dzień lipca"
rozległo się dworcowe ding-dong i na tacy brudnej od resztek z wczoraj wjechał nowy dzień.
O czymś dzisiaj powinnam pamiętać i pewnie dlatego zapomniałam. Nie ma to oczywiście związku z panami w kombinezonach, którzy penetrowali srebrzyste ciała niebieskie (Księżyc zakrztusił się pyłem na wspomnienie wbitego drzewca flagi. uroczystości się nie odbędą). Nie ma też powiązań z bóstwami ciskającymi pioruny w ramach zawodów w rzucie oszczepem (reprezentacja Olipmu nie dojechała na słowiańskie święto). Jak widać, planowane imprezy zostały odwołane. Mimo to mam poczucie, że warto prewencyjnie złożyć wszystkim życzenia z każdej możliwej okazji.
Nastrojowo huśtam się od rana w sposób nieuzasadniony biologicznie, społecznie, psychologicznie, fizycznie... nieuzasadniony kropka. Po prostu w nocy rozbudowano plac zabaw. Rozpętość emocji jest taka, że zataczam kręgi na niebie, co świadczy o niezwykłej trzeźwości myśli, ponieważ tylko w takim stanie miewam zaburzenia błędnika.
Pory dnia i nocy są zapchane niepokojem. Zakończenie będzie nieestetyczne, jesli ktoś tego nie usunie. Odruchowo pomyślałam, że za skłębiony niepokój odpowiedzialna jest tachykardia, ale przy tętnie poniżej 60 nikt mi nie uwierzy. Nie pomyślałam, że przyczyną jest metafizyka, bo ona jak zawsze jest fizjologiczna (vide uzasadnienie powyżej).
Wbiegam. Wybiegam. Wchodzę. Wychodzę. Siadam. Wstaje. Zrywam się. Opadam. Wszystko naraz. Miotam się. Zadzwiające, ile bezruchu kryje się w ruchu.
Bo to ruch nieukierunkowany, celu pozbawiony, rzecze pani profesor o zielonej skórze. Bo to ruchy Browna, rzecze korek, a ja wierze właśnie jemu, albowiem mamy mdłą pogodę, a natura korka a priori jest winna.
Winna winna winna.
Powinnaś upić swoje myśli, rzekłam ja.
Niby wszyscy mamy rację, ale to ja najmądrzej prawię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz