ja naprawdę nie lubię Arystotelesa, ale to tak samo wychodzi.


Nie można żyć, gdy przestaje się wierzyć w przyszłość. Swoją przyszłość.
(uwaga: tendencyjna metafora)
Wystarczy, że ktoś przez całe życie jest bytem mocno spolaryzowanym. Czasami tylko staje się obojętny, ale jego zobojętnienie wynika z ambiwalentnego równoważenia się przeciwieństw. Z natury takie układy są niestabilne, więc szybko wracają do stanu skrajnie wychylonego z równowagi. Gdy ktoś funkcjonuje tylko w taki sposób, to żeby w teraźniejszości jego występował jakiekolwiek ruch, musi być wyczuwalne wyraźne napięcie.
Nie ma przyszłości, nie ma napięcia.

0 komentarze:

Prześlij komentarz