kurz
Czas kruszy się w rękach. W liniach życia, miłości i wszystkich innych, które w fakturę dłoni wpisują wróżki - kapłanki ślepego losu, zbiera
się pył. Wystarczy zdmuchnąć drobinki, by zobaczyć w rozproszonym świetle chaotycznie przemieszane zdarzenia, marzenia, wspomnienia. Nie mogę odróżnić jednych od drugich, gdy drżą rozmyte w grze iluminacji i cieni.
Patrzę przez czas.
Zakończona ostrym grotem oś przeszywa strzałkowo czaszkę i rozsadza bólem płaty czołowe. Pętla kolejnych cykli zaciska się coraz mocniej na szyi. Z metalicznej powierzchni falującej rzeczywistości wyławiam kolejne okręgi i zaginam je na liniowości czasu, formując ósemki. Leżą przewrócone w kącie jako nieprzydatne symbole.
Kurz zmieciony z dłoni podmuchem opada wolno. Wkrótce dotrze do podstaw istnienia.
~-~-~
Nie mogę wrócić na tor czasu. Ten rok nie istnieje. Zmieniają się tylko pory roku.
pan wyciąga kolejne dokumenty, pokwitowania i kładzie przede mną
- data i podpis
wiem, że wrzesień. wiem nawet, że 28.
- 2009...?
pan podnosi głowę znad papierów. nie wiem czy w spojrzeniu jest więcej
zdziwienia, czy lekkiego rozbawienia. czekam, więc kiwa głową.
piszę dziewiątkę skażoną niedowierzaniem.
Ten rok nie istnieje.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz