z obserwacji długoterminowych

Stres w moim ciele kumuluje się pod lewą łopatką w formie trudnego do rozplątania węzła poskręcanych, elastycznych gałązek. Przy dostatecznie gęstym splocie mieści się go dużo, tym bardziej, że mam odstające łopatki. Gdy mimo sporego zapasu miejsca, skumulowane napięcie staje się trudne do upakowania, zaczyna się rozrastać, przybierając postać gruzłowatej, fantomowej tkanki - niewidocznej, niebolesnej, ale wyczuwalnej zmysłem urojenia. Istnieje tylko jeden sposób na wygładzenie i rozluźnienie jej nierównej, sztywnej powierzchni - należy dużo jeździć samochodem i często łamać przepisy ruchu drogowego.
Na szczęście obecnie nie bardziej niż zwykle ryzykuję otrzymanie mandatu, ponieważ stres utrzymuje się na akceptowalnym poziomie i tylko pulsuje jako zgrabny supełek. Dość śmiesznie, choć niełaskocząco. Na krótką metę nawet to lubię.

0 komentarze:

Prześlij komentarz