str.anger
Wyniosłam się ze świata perfekcyjnie sterylnych pomieszczeń, z przestrzeni geometrycznego bieloszkła. Uciekłam, opuściłam, porzuciłam wyszłam, a moje wydostawanie się było de facto schodzeniem, bo jak powszechnie wiadomo, kręgi piekielne leżą na obrzeżach gigantycznego leja. W jego wnętrzu można wypadkowo przemieszczać się tylko w jedną stronę, więc z każdym kolejnym osiągniętym dnem, obręcz po obręczy zsuwałam się coraz niżej. Zsuwałam... Jak dotąd bezładnie spadałam, połykając przerażenie i ciemność, dławiąc się bezradnością. Dzisiaj raz pierwszy znalazłam czarno-białe stopnie prowadzące na następny poziom. Dobrowolnie weszłam w niewiadome i na końcu schodów, w ciasnej klitce, znazłam drzwi.
Uchyliłam
i
spojrzenie więzione w krótkowzrocznej klatce zamkniętych, złudnie przestronnych pomieszczeń od razu sięgnęło horyzontu. Granatowe niebo w miejscu styku z ziemią zabarwiło się ciemną, pulsującą czerwienią. Wystrzelone z cienkiej linii ognia purpurowe żyłki poprzecinały firmament. Naprzemiennie jarząc się i gasnąc, podświetliły popękaną kopułę niepokojącą poświatą, odzwierciedlającą niespokojny rytm moich myśli.
Skupiona na swoim wnętrzu, zogniskowałam wzrok na tym, co bliskie.. A tu.. tuż pod stopami gęsta trawa, której każde źdźbełko płonie, ale nie spala się. Płomyki tańczą hipnotycznie, falują poruszane wiatrem prawie tak gorącym jak mój oddech. Drżące języki ognia powlekają wszystkie powierzchnie.
Świat wokół mnie płonie.
Gdzie nie spojrzę, wszystko płonie.
Kiedy spojrzę, wszystko płonie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz