efemeryczna kraina światłocienia


Roztopienie w smugach światła, blask oślepiającego dnia miękko osiadający na na wpół zamkniętych powiekach, wysepki barwnych plamek rozszczepionego na rzęsach światła, cienkie złoto-kremowo-żółte* linie tnące powietrze, które pojawią się tylko przy określonej orientacji głowy i odpowiednim zmrużeniu oczu. Niektóre zdarzenia i wrażenia cenię za ulotność. Za niemożliwość zatrzymania. Nawet jeśli się powtarzają, nawet jeśli ja się powtarzam, to tak mocno należą do tu i teraz, że muszą być niepowtarzalne.

Dzisiaj zrozumiałam, że jeśli tylko słuchawki są dostatecznie miękkie, to niezależnie od wielkości można w nich wygodnie przespać całą noc oraz że najważniejszym kryterium przy wynajmowaniu mieszkania jest pokój z oknami wychodzącymi na wschód.

Rozciągnieta na łóżku obserwowałam kota leżącego na krześle. O poranku zachowujemy się tak samo. W półśnie naturalnie dopasowujemy się do słonecznych pasm tak, że linia ciała ledwie  dotyka krawędzi cienia.
Wyciągamy się maksymalnie w szerokiej smudze światła, która jednak dość szybko się kurczy, więc i my zajmujemy coraz mniejszą powierzchnię aż do maksymalnego skłębienia. Patrząc w okno, mrużymy oczy i wiem, że mamy tak samo zwężone źrenice. Wprawdzie wątpię, by moje tęczówki stawały się seledynowe, choć na pewno są jaśniejsze wewnątrz z ciemniejszą obwódką na zewnątrz. Pod światło pojedyncze rudawo-żółte plamki zaczynają tworzyć na tle zieleni rudo-złoty pierścień, który widać tylko przez chwilę, bo przecież zaraz zamykam oczy, żeby mocniej chłonąć przez skórę ciepło rozgrzanej pościeli.

Wieczorami wypijam koktajl dziennych emocji przygaszonych cieniem. Ze niewypitych, spływających kropli wyrastają świetliste poranki i jasne myśli, którymi skażony jest cały następny dzień.**

__________
*to ten odcień, który w mglistej postaci idealnie komponuje się z purpurą tyryjską

**(23:58) gówno prawda z tym skażeniem

0 komentarze:

Prześlij komentarz