blaski zacienienia
Dzień wstał czarny i chmurny. W mojej głowie. Nie widzę pogody za oknem. Gdy wychodzę, nie czuję ani ciepła, ani zimna. Nie dostrzegam ludzi-duchów przepływających w oddali za grubą kotarą niezliczonych atomów powietrza.
Odrębność. Jest. Przyjemna.
Moją krainę światłocienia otoczył oberżynowy zapach tajemnicy. Na obrzeżach pola widzenia wiją się czarne wstęgi zapomnianych myśli. Zdaje się, że wyznaję wiarę w ochronną moc pewności siebie i udaję, że nic mnie nie może zatrzymać.
Pomruk rzeczywistości narasta i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że za chwilę zacznie przypominać warczenie.
Coraz bardziej mnie to pociąga.
W drugiej lub trzeciej warstwie snu czai się ciemny, wyraźnie odcięty kształt niebezpieczeństwa. Czekam cierpliwie aż zaszczyci mnie swoją obecnością na jawie.
..jest dobrze, bo jest źle..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz